Tymczasem każdy dziennikarz na moim miejscu powinien zrobić to samo – ujawnić nagrania i przerwać nielegalny proceder. Gdyby nie czerwiec 2014 r., nagrań byłoby dużo więcej, a skutki trudno nawet sobie wyobrazić. Ujawnienie taśm dużo mnie kosztowało. Byłem inwigilowany, opluwany, atakowano moich najbliższych, próbowano zniszczyć mnie ekonomicznie. Do tego pojawiające się opowieści z mchu i paproci, jak ostatnio Cezarego Michalskiego z „Newsweeka” o rzekomych moich awansach i profitach w mediach publicznych. Mimo to, gdybym miał znów podjąć decyzję ws. taśm, postąpiłbym tak samo. Taki jest obowiązek dziennikarza – służba społeczeństwu, a nie żadnemu rządowi czy partii.
Opowieści z mchu i paproci
Minęło sześć lat od wybuchu ujawnionej przez „Wprost” dzięki mojemu udziałowi afery taśmowej. Od początku nie brakowało fantastycznych teorii, które i dziś rozpalają niektóre głowy.