Przypomnijmy, że podszywając się pod wysokiego kremlowskiego urzędnika, wyciągnął od niego informacje o szczegółach zamachu i potwierdzenie, że celem było zabicie Nawalnego, ale „poszło nie tak”. Tymczasem przecież Władimir Putin dopiero co mówił, że gdyby ktoś chciał zabić „pacjenta berlińskiej kliniki”, jak się wyraził, doprowadziłby sprawę „do końca”. Teraz FSB twierdzi, że rozmowa jest sfałszowana, jest prowokacją zachodnich służb specjalnych. Wersja jest taka, że Nawalny został przez Zachód otruty, by skompromitować Rosję, inny wariant – że sam przyjął nowiczoka. Ale przecież wcześniej wersja była taka, że u Nawalnego spadł poziom cukru, co było spowodowane niedożywieniem i wypiciem alkoholu. Od razu widać, że to się nie trzyma kupy i jest paniczną próbą znalezienia opowieści, która pozwoli wyjść z twarzą. Jeżeli więc ktoś wciąż wierzy w wersję Kremla, najpierw musi się zastanowić, którą wersję.
Opowieść o wszechmocy rosyjskich służb
Wciąż są tacy, którzy nie wierzą w kolejną kompromitację rosyjskich służb specjalnych po ujawnieniu nazwisk i danych trucicieli lidera rosyjskiej opozycji Aleksieja Nawalnego i rozmowie telefonicznej Nawalnego z jednym z nich.