Pierwsza to zgoda Azjatyckiego Komitetu Olimpijskiego na udział Rosjan w kwalifikacjach olimpijskich na tym kontynencie, te europejskie były dla nich zamknięte. Druga to sam fakt, że udział reprezentantów państwa agresora w wielkim święcie sportu, będącym od starożytnej Grecji symbolem pokoju, w ogóle jest poważnie brany pod uwagę! Jako członek Prezydium Zarządu Polskiego Komitetu Olimpijskiego jestem dumny, że PKOl jednoznacznie zaprotestował przeciwko propozycji MKOl. Jako Polak i przedstawiciel kraju będącego największym sojusznikiem USA w UE jestem zdegustowany stanowiskiem Komitetu Olimpijskiego USA, który... poparł udział sportowców z Rosji (i Białorusi) na IO w Paryżu. Co na to główny sponsor amerykańskiego olimpizmu – władze w Waszyngtonie? Czy nie jest to sygnał dla Ukrainy, Polski i całej Europy swoistej politycznej schizofrenii po drugiej stronie Atlantyku?