Przestrzegałem przed możliwymi poważnymi problemami wynikającymi z faktu, że agencje ochrony nie tylko płacą grosze, lecz także nagminnie zatrudniają ludzi generalnie słabo nadających się do takiej pracy. A standardy zabezpieczania imprez masowych są równane w dół, bo tak taniej. Czy trzeba było takiej lekcji, żeby stwierdzić, że „róbta, co chceta” w biznesie ochroniarskim sprawdza się na krótko?