Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jerzy Lubach
19.01.2025 12:00

Obywatelskość i Republika

Te dwa pojęcia to nie są nowe słowa w historii Polski – przez wieki określały one charakter I Rzeczypospolitej, odwołującej się wszak do idei republikanizmu i obywatelskości, zaczerpniętych wprost od starożytnych Greków i Rzymian. Gdyby jednak współczesnego Polaka zapytać o związek między pojęciami „republika” a „rzeczpospolita” z nazwy naszego państwa, to obawiam się, że miałby poważny kłopot z odpowiedzią. I nic dziwnego, bo od czasów komuny wszystko tu było i jest zafałszowane. „Obywatelu” – można było w Polskiej „Rzeczpospolitej” Ludowej usłyszeć najczęściej w charakterze wstępu do otrzymania mandatu od funkcjonariusza Milicji „Obywatelskiej”.

Teoretycznie wszystkie te zafałszowania powinny były zniknąć po 1989 r., ale dzięki zmowie postkomuny z michnikowszczyzną długo przetrwał nie tylko widomy znak ciągłości – znienawidzone niebieskie mundurki niby-nowej policji – lecz także stałe odwracanie pojęć. Wszak i dziś „obywatelską” nazwała się najbardziej zamordystyczna partia w dziejach III RP. Jednak po roku jej „nierządu” zaczyna się krystalizować powrót do właściwych znaczeń słów. 

Próby podejmowano już wcześniej, by przypomnieć Ligę Republikańską, działającą w latach 1993–2001, której przewodniczącym był Mariusz Kamiński. Głównym jej postulatem była radykalna dekomunizacja, całkowite usunięcie z życia publicznego nie tylko funkcjonariuszy i tajnych współpracowników SB, ale i funkcjonariuszy aparatu PZPR i ZSMP oraz członków rządów PRL. Kiedy Mariusz Kamiński tworzył w rządzie PiS w 2006 r. CBA, a Antoni Macierewicz rozmontowywał WSI, wydawało się, że to początek szerszego procesu budowy nowej Rzeczypospolitej – republiki obywatelskiej. 

Obywatelskość dzięki Republice 

Jednak w szerszych kręgach pojęcie to zagościło dzięki powstaniu w 2013 r. Telewizji Republika, która przetrwała trudne początki i wyżyła, a obecnie zyskała ogromną widownię, zarówno wskutek własnego rozwoju strukturalnego, jak i napływu patriotycznie nastawionych widzów po przechwyceniu publicznej TVP przez juntę 13 grudnia. Kiedy dziś na wiecach, marszach i protestach tłum skanduje „Republika, Republika”, można mieć nadzieję, że pojawi się także większe zrozumienie tego słowa.

Gdy w początkach VI w. przed Chrystusem kształtowała się demokracja ateńska, pierwowzór ustroju republikańskiego, słowo „demokratia” oznaczało i oznacza po dziś dzień po grecku „republika”. Tak je sobie przetłumaczyli starożytni Rzymianie – „res publica”, dosłownie rzecz publiczna, czyli rzecz stworzona pospołu, stąd nasza Rzeczpospolita. Ta nazwa państwa może dziwić, gdyż Polska była od zawsze aż do rozbiorów monarchią, ale właśnie rosnąca w niej rola obywateli sprawiała, że była przez nich kojarzona z ustrojem republikańskim.

Polskie słowo „obywatel” pochodzi z czeskiego „obywatel”, od czasownika „obývati”, czyli mieszkać. Mieszkańcami I Rzeczypospolitej byli wszyscy mający prawa obywatelskie – ledwie kilkanaście procent mieszkańców, co też stało się jedną z przyczyn upadku państwa, ale i jego odrodzenia po ponadstuletniej niewoli. Bowiem choć w powstaniach udział chłopów był jeszcze znikomy, a mieszczaństwa średni, to dzięki pracy wychowawczej nad narodem kleru i działaczy społecznych w momencie odzyskania niepodległości chłop polski i wywodzący się od niego robotnik to już nie był jakiś „tutejszy”, ale polski obywatel. 

Potwierdziły to z mocą pierwsze akty prawne odrodzonej Polski. Dekret Rady Regencyjnej z 14 listopada 1918 r. ustanowił Józefa Piłsudskiego „jedynym dzierżycielem zwierzchniej władzy państwowej” i tego samego dnia naczelnik państwa swoim dekretem zapowiedział wydanie aktu regulującego konstytucyjną materię najwyższych władz w państwie, które określił jako „Republika Polska”, a ledwie w parę miesięcy później, 20 lutego 1919 r., uchwalono małą konstytucję, która ogłosiła demokratyczną ordynację wyborczą.

To dlatego tak boleśnie rozczarowali się bolszewicy w czasie najazdu na Polskę w 1920 r., że nie wsparli ich rewolucyjnego marszu polscy chłopi i robotnicy, stanowiący 90 proc. Wojska Polskiego – bo bronili oni świadomie nie tylko swej wolnej ojczyzny, ale i swych w niej praw wolnych, równoprawnych obywateli. W dzisiejszej Polsce liczbę świadomych, dumnych z wolności obywateli trudno określić. Z jednej strony przez dwie kadencje wspierali rządy prawicy i jej przedstawiciela w Pałacu Prezydenckim, z drugiej spora część dała sobie w ostatnich wyborach zamydlić oczy kłamliwymi obiecankami „obywatelskiej” opozycji i iluzją „trzeciej drogi”. Zbliżające się wybory prezydenckie stawiają sprawę podstawowych wolności obywatelskich czy wręcz dalszego istnienia naszej republiki – Rzeczypospolitej – na ostrzu noża. I tu jest ogromna rola zarówno wolnych mediów, jak i inicjatyw właśnie obywatelskich. 

Masowe poparcie dla Nawrockiego

Wyśmiewana przez przeciwników jako rzekoma i sztuczna „obywatelskość” kandydatury Karola Nawrockiego, wspartej wszak przez największą partię opozycyjną, na naszych oczach staje się faktem, dzięki spontanicznemu i nadspodziewanie masowemu poparciu zwykłych obywateli. I dopiero teraz w obliczu zagrożenia istnienia naszej Pospolitej Rzeczy powraca głębsze rozumienie samej obywatelskości. To nie jest kwestia posiadania polskiego paszportu, to wymaga realnego podjęcia odpowiedzialności wobec bycia polskim obywatelem, nie tylko z powodu urodzenia czy uzyskania stosownego dokumentu.

Gruziński profesor Uniwersytetu Warszawskiego ks. Grzegorz Peradze, święty męczennik Prawosławnego Kościoła Gruzji, za współpracę z AK i ratowanie Żydów zamordowany przez Niemców w KL Auschwitz, nie miał polskiego obywatelstwa, podobnie jak 108 oficerów Gruzinów, których po podboju ich kraju przez Sowiety przyjął do WP w 1922 r. marszałek Piłsudski. Kiedy obchodzący teraz właśnie 92. urodziny patriarcha Gruzji Eliasz II podczas wizyty w Tbilisi Jana Pawła II w 1999 r. pokazał mu film o ks. Peradze zrealizowany przeze mnie wspólnie z gruzińską koleżanką Tamarą Dułaridze, poruszony papież powiedział: „To jest także nasz, polski święty!”.

W trakcie napaści na Polskę w 1939 r. Niemcy oferowali cudzoziemcom, także Gruzinom, bezpieczne opuszczenie Polski – św. Grzegorz pozostał i współdziałał z polskim podziemiem, jego rodacy walczyli w obronie drugiej ojczyzny i w 1939, i w Tobruku, i pod Monte Cassino. Spoczywają także w Katyniu. Nie ulega wątpliwości, że kierowali się tym rozumieniem obywatelstwa, o którym ojciec Grzegorz mówił w swej inauguracyjnej homilii w paryskiej świątyni, którą założył dla swych rodaków – przymusowych emigrantów ze zniewolonej Gruzji, starożytnego królestwa, jak Polska i jak ona odrodzonej w 1918 r. jako republika:

„Po gruzińsku opis życia świętego nosi tytuł »Żywot i obywatelstwo«. Słowo »obywatelstwo« oznacza tu jego duchowe życie, walkę z samym sobą, warunkami zewnętrznymi i mrokiem. I nie tylko obywatelstwo świętego, ale każdego, jest złożeniem samego siebie w ofierze, oddaniem siebie na pastwę ognia, aby dać światło innym. I Jezus Chrystus przyszedł, aby powiedzieć nam to, co każdy Gruzin powinien mieć wypisane na czole: kto okazał się niegodny jako obywatel tego świata, ten będzie niegodny obywatelstwa na tamtym świecie”. 


 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE