Wiedział za to, że trzeba przemawiać do narodu, bo Niemcy są jednak krajem demokratycznym i istnieje tam opinia publiczna, która może wymusić na swoich politykach zmianę dotychczasowego kierunku działania. Jeżeli naród niemiecki nie jest w stanie zrezygnować z równowartości jednego rodzinnego obiadu w berlińskiej restauracji rocznie po to, by przestała się lać krew na Ukrainie, to oznacza, że w ciągu ostatnich stu lat nie wyciągnął żadnych wniosków z wojen, które rozpętał – a kiedyś, wcześniej czy później, za takie rzeczy przychodzi rozliczenie. Jednak dzisiaj nie chodzi o to, by karać Niemców, tylko o to, żeby się obudzili i nie brukali swojego sumienia kolejną wielką wojną. By w końcu przestali ją finansować, dając zbrodniarzowi Putinowi wolną rękę, jeśli chodzi o kontrolę dostaw ropy i gazu do Europy.