Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
23.07.2020 19:17

Obóz patriotyczny i opozycja. Polityczne scenariusze

Przed nami ponad trzy lata bez żadnych wyborów, do jesieni 2023 r., gdy w Polsce mają się odbyć wybory samorządowe i do parlamentu. Takiej sytuacji nie było w Polsce od 2011 r., kiedy po październikowych wyborach parlamentarnych, zakończonych drugą z rzędu wygraną PO i powstaniem drugiego rządu koalicji PO-PSL, Polska czekała na kolejne wybory – do Parlamentu Europejskiego w maju 2014 r. – niemal trzy lata. 

Co zatem będzie się działo przez najbliższe 13 kwartałów? Jakie będą przegrupowania i priorytety?

Zmiany w Senacie RP i sejmikach?

Zacznijmy od strony rządzącej – obozu patriotycznego. Obóz Zjednoczonej Prawicy, czyli formacja chrześcijańsko-konserwatywno-propaństwowa, jeszcze nigdy w ostatnich sześciu latach, od kiedy powstała z inicjatywy Jarosława Kaczyńskiego przed wyborami samorządowymi A.D. 2014, nie poróżniła się tak bardzo, jak podczas nieszczęsnej szarży Jarosława Gowina i jego Porozumienia (a raczej części Porozumienia) w związku z przewidzianymi na maj 2020 r. wyborami prezydenckimi. Mleko się rozlało i trudno będzie teraz wszystko posklejać – choć trzeba w imię rozsądku i racji stanu. Ale pewnie już nigdy nie będzie tak, jak było. 

Wzrost nieufności po stronie Prawa i Sprawiedliwości wobec formacji ekspremiera Gowina jest faktem i jest znaczący, jednak nie przełoży się, moim zdaniem, na wymianę koalicjanta. Tym bardziej że większość posłów „od Gowina” jest dzisiaj bliżej PiS, niż była kiedykolwiek. 

Skąd więc wieści o potencjalnym zbliżeniu prawicy z ludowcami? Kontrolowane przecieki odegrały swoją rolę, skoro przed II turą wyborów prezydenckich, wbrew wspólnej historii ośmiu lat rządzenia i dobrych osobistych relacji Władysława Kosiniaka-Kamysza z Donaldem Tuskiem, nie nastąpiło – choć PO mocno tego oczekiwała – formalne poparcie kandydatury Rafała Trzaskowskiego przez lidera PSL. Na ile zadecydowała o tym kalkulacja partii z koniczynką jako godłem, a na ile wypuszczanie przez „nieznanych sprawców” próbnych balonów o poszerzeniu koalicji? To już temat dla historyków. 

Prawdę mówiąc jednak, oprócz formalnej zmiany koalicji na szczeblu rządowym, która nie wydaje się dziś realna, istnieje możliwość pewnych przegrupowań w Senacie RP lub – co łatwiejsze – na szczeblu niektórych sejmików. Których? Trzymajmy może karty przy orderach…

Jeśli już, to „różnijmy się pięknie”

Widzimy też starania Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry, aby pokazać pewną odrębność w ramach obozu prawicy. Formacja ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego pokazuje, że jest bardziej na prawo od PiS. Na przykład w kwestiach europejskich, a także dotyczących Kościoła i tematów z szeroko rozumianej sfery obyczajowo-moralnej (ujawniło się to w ocenie ostatniego szczytu UE w Brukseli, zwłaszcza warunku praworządności, oraz w Sejmie RP w trakcie głosowania nad kandydaturą ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego do komisji mającej zająć się pedofilią). 

Nie wchodząc w publiczne polemiki – nie jestem ich zwolennikiem – trzeba jednak być konsekwentnym: skoro przez lata zgadzaliśmy się z tym, aby formacja Jarosława Gowina kierowała swoje przesłanie do bardziej centrowego, liberalnego, wolnorynkowego elektoratu, to czemu teraz mamy odmawiać zaznaczania swojej odrębności Solidarnej Polsce? Byłaby to hipokryzja – albo zaimportowane z UE „double standards”, podwójne standardy. W związku z tym proponuję, mówiąc Cyprianem Kamilem Norwidem, „różnić się pięknie”, pamiętając, że tylko razem możemy wygrać kolejne, ósme, dziewiąte, a nawet dziesiąte wybory…
Już oficjalnie zapowiedziana przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego w wywiadzie dla radiowej Jedynki rekonstrukcja rządu nastąpi po wakacjach i zapewne będzie poważna. Poważna dlatego, że będzie ona miała charakter strukturalny. Spodziewam się łączenia poszczególnych resortów i zmniejszania docelowo ich liczby, może nawet do 11 czy 12. Czy odbędzie się to za jednym zamachem? Zobaczymy. Nieuniknione zmiany personalne będą efektem zmian strukturalno-systemowych i niekoniecznie okażą się wynikiem negatywnej oceny działalności poszczególnych ministrów konstytucyjnych. Spodziewam się raczej fuzji resortów, którymi kierowali.

PO jako siła kierownicza opozycji to mit

Zajmijmy się – uczynię to z rozkoszą – opozycją. W pierwszych dniach po wyborach prezydenckich miałem déjà vu. Gdy Rafał Trzaskowski i jego komilitoni mówili o „zagospodarowaniu” 10 mln wyborców głosujących na kandydata opozycji, przypomniały mi się jako żywo słowa sprzed pięciu lat przegranego kandydata na prezydenta, z tej samej formacji, urzędującego prezydenta Bronisława Komorowskiego. Chciał on wtedy też „zagospodarować”, tyle że 8 mln wyborców. Cóż z tego wynikło? Widzieliśmy.

Był KOD, było szukanie ruchu obywatelskiego, a nie stricte politycznego, był alimenciarz Mateusz Kijowski, który okazał się nie tyle gwiazdą, ile meteorem spadającym na łeb. „Ulica” polskiemu rządowi nie dała rady – największa demonstracja antyrządowa liczyła (według specyficznej matematyki „Gazety Wyborczej”) 55 tys. ludzi, a więc 0,68 proc. tych, którzy głosowali na Komorowskiego.

Dziś opozycja wchodzi w te same „kamasze”, by użyć słynnego określenia Ludwika Dorna, dziś suflera opozycji. Wtedy były walki Schetyny z Kopacz i Neumannem o władzę w partii, a potem walka Schetyny o jej utrzymanie, teraz jest walka Budki z Trzaskowskim o bycie faktycznym, a nie formalnym liderem opozycji. Hola, hola! Jakiej opozycji? Jesteśmy świadkami wzrastających napięć, wzajemnych pretensji, połajanek między lewicą a PO. 

W kampanii wyborczej Platforma zrobiła stary numer: chciała przejąć elektorat – skądinąd uderzająco mały – lewicy, jednocześnie unikając oficjalnego spotkania Trzaskowski–Biedroń. PO usiłowała zachować się zgodnie z powiedzeniem Piłsudskiego (pytanie tylko, czy je znała): „Brać, ale nie kwitować”. W efekcie obrażony SLD, mający wciąż pewną liczbę prezydentów miast, zwłaszcza na Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim, wydał polecenie, aby członkowie SLD, a także byli działacze tej partii (ostatnio wybierani już jako przedstawiciele „bezpartyjnych komitetów obywatelskich”) w miastach rządzonych przez lewicę, a odwiedzanych przez Trzaskowskiego, demonstracyjnie nie witali go i nie byli przy nim. Zostało to wykonane, a temperatura sporu i wzajemne pokampanijne połajanki pokazują, że próba kreowania przez PO siebie jako „siły kierowniczej” opozycji jest mitem.

Na razie PO przypomina boksera, który co prawda przegrał nie przez nokaut, tylko na punkty, ale jest tak zaszokowany porażką, że jednocześnie publicznie mówi rzeczy ze sobą sprzeczne: a to, że tak naprawdę wygrał, a to, że sędzia go oszukał, a to, że kibice przeciwnika oślepiali go lusterkami itd. Takie „żale Sarmaty” (choć akurat do tej tradycji Trzaskowski na pewno nie nawiązuje) są bezproduktywne. 

Mamy więc opozycję, która nie za bardzo się może pozbierać po siódmym z rzędu wyborczym laniu, i obóz patriotyczny, który właśnie załatwił 750 mld zł dla Polski z Brukseli. Jednocześnie mamy chór prywatnych, bardzo często z obcym kapitałem, mediów, które nie tyle sprzyjały opozycji, ile faktycznie były opozycją. Sposób, w jaki do tego problemu odniesie się obóz władzy, będzie stanowił o jego zwycięstwach – lub porażkach – w przyszłości.
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane