Przypomniało mi to moją podstawówkę. W ósmej klasie nauczyciel rosyjskiego, notabene Rosjanin, całą lekcję poświęcił podstępnym zachętom, by nas zapisać do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. O komunizmie nic nie mówił, za to było o wycieczkach, poznawaniu dziewczyn z innych krajów, a nawet… czekoladach. Na koniec puścił kartkę i zobaczył z radością, że zapisało się siedem osób. Niestety kiedy postanowił się z nimi „poznakomitsa”, okazało się, że uczniowie dla jaj wpisali wszystkich nieobecnych. Rusek wyszedł, trzasnąwszy drzwiami. Bo wszyscy wiedzieli, że chodzi nie o dziewczyny, lecz o Związek Sowiecki. Tak samo dziś nikt nie wierzy, że w orwellowskiej mowie Tuskolandii naprawdę chodzi o to, byśmy byli zdrowi.
Nikt nie chce być zdrowy!
Prezydent Karol Nawrocki niby taki sportowiec, a nie chce, by jego dzieci były zdrowe, i wypisał syna z edukacji zdrowotnej. Kuratoria zmuszają dyrektorów, a dyrektorzy nauczycieli, by agitowali na wywiadówkach za przedmiotem. Kolega ze studiów, dziś pracujący jako nauczyciel w jednym z liceów w głosującym na PO Poznaniu, byłby nawet skłonny agitację przeprowadzić. Tyle że nie ma kogo agitować, bo wszyscy rodzice w jego klasie wypisali swoje dzieci już przed pierwszą wywiadówką.