Gdy zaś przywódca Ameryki potwierdził wysłanie do naszego kraju dodatkowych sił, jednoznacznie stwierdzając, że jest to osobista zasługa naszego prezydenta, uśmiechnięta Polska ogłosiła to jako swój wielki sukces, efekt „konsekwentnej pracy całego rządu”. Można się oczywiście z tych kłamstw śmiać, warto jednak zauważyć, że to, co obserwujemy, mówi nam prawdę nie tylko o Tusku, lecz też o jego elektoracie. To nie są ludzie, którzy mają poglądy. Zamiast tego wykształcili w sobie dyspozycje do ich ciągłej zmiany, w zależności od tego, czego oczekuje od nich Tusk – niczym jakiś rodzaj guru. W tym wymiarze należy traktować KO jako sektę udającą partię polityczną.
Nigdy nie mieć zdania
W ciągu właściwie tygodnia Donald Tusk i sprzedane mu media uznały, że zaraz wybuchnie wojna, ale też że niepotrzebni są w Polsce dodatkowi żołnierze z USA. Gdy pojawiły się plotki o przesunięciach, jeśli chodzi o rotację wojsk USA w Polsce, ogłosili, że to wina Karola Nawrockiego i jego sojusznika, tego potwornego Donalda Trumpa.