toku są plany nałożenia kolejnych sankcji, które już zaczęły być wprowadzane – najpierw przez Wielką Brytanię i Kanadę. Dyktator, żeby ocieplić swój wizerunek, zwołał nawet konferencję prasową w dzień „bezwyborów” (tak nazwała wydarzenie opozycja białoruska). Zaprosił nawet paru prawdziwych dziennikarzy z Zachodu. Ale od reporterów z Polski, Francji i USA dostał trudne pytania o udział w inwazji na Ukrainę i relacje z Polską. Tak się zagalopował w besztaniu gości, że o wojnę na Ukrainie obwinił... papieża i „Żydów z Izraela”. Poza tym do światowych mediów i tak najbardziej przebił się obrazek, na którym idący w towarzystwie Łukaszenki jego ukochany pies oznaczył teren w lokalu do głosowania. Nikt i tak nie wierzył w żadne wybory, ale dyktatorzy takie wydarzenia organizują po to, żeby dodać sobie punktów i wzmocnić pozycję w oczach społeczeństwa i świata. W przypadku Łukaszenki teatr wyszedł bardzo mizernie.
Autor jest dziennikarzem TV Biełsat