Tyle że dziś nie idzie na Berlin, lecz na Kijów, ten pierwszy bowiem wyzwolony został nad wyraz skutecznie, a do trwałości wpływów Kremla nie potrzebna jest strefa okupacyjna i mur, wystarczą paliwa i interesy. Owe porównania na pewno są bardziej zasadne niż internetowe wrzutki tych, którzy w cywilnej samoobronie mieszkańców atakowanych miast Ukrainy widzą drugi Wołyń, deprecjonując tym samym męczeństwo Polaków sprzed lat i zrównując ich z postsowieckimi bandziorami. Jednak to zestawienie ma i inne objawy.
Niektórym miłość do Niemców, deklarowana od lat jawnie i przejawiająca się próbami sprawienia, by stała się ona uczuciem powszechnym i obejmującym nie tylko teraźniejszość, lecz także przeszłość, przeszła po cichu na Rosjan. Całkiem jeszcze świeże materiały Onetu o Putinie od wybuchu wojny są hitem prawicowych mediów. Ciepły quiz wiedzy o satrapie z Kremla, zachwyty nad Putinem najprzystojniejszym i najbardziej wysportowanym, ostatnie, jeszcze ze stycznia tego roku, budzą niesmak, choć trochę i rozbawienie, gdy polityczna reprezentacja tych samych interesów zajmuje się wszędzie tropieniem rzekomych przyjaciół Putina, jeszcze dobrze nie domywszy rąk po niedawnych uściskach. Ten sam portal kilka razy opisywał dawniej poruszające niedole niemieckich żołnierzy, którzy na okupowanych lub atakowanych ziemiach Polski przeżywali samotność, smutek i tęsknotę za domem. Gdy piszę ten tekst, za serce łapać ma nas opowieść o rosyjskim żołnierzu, który oddał życie, wierząc, że czyni to w imię walki ze złem.
Czy prawosławną Wielkanoc Onet uczci wzruszającym artykułem o smutnych świętach rosyjskich żołnierzy, pod hukiem bomb i z dala od domu?