Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard  Czarnecki
07.01.2024 07:47

Nie pytaj, komu bije dzwon...

Nasz wschodni sąsiad wchodzi w niesłychanie trudny dla siebie rok. Rzecz w tym, że niepowodzenie ukraińskiej kontrofensywy, olbrzymie trudności gospodarcze tego kraju oraz coraz bardziej masowe ostrzeliwanie przez Rosję ukraińskich obiektów cywilnych, jak również infrastruktury wojskowej i krytycznej - nie jest wyłącznie problemem Ukrainy. Oczywiście to największy ból głowy i wyzwanie dla Kijowa, ale w sporej mierze także, szczególnie w wymiarze politycznym, dla jego sąsiadów.

Wyraźnie widać, że Zachód popełnił poważne błędy w kontekście swojej pomocy dla kraju zaatakowanego przez imperialną Rosję. Pomoc była na tyle duża, aby Ukraina nie przegrała, ale za mała, żeby Ukraina wygrała. Nie dostarczono stronie ukraińskiej samolotów, o które Kijów prosił w zasadzie od początku rosyjskiej agresji. Nie dostarczono również rakiet dalekiego zasięgu, które mogłyby spowodować znaczące straty po stronie rosyjskiej, a także konieczność skoncentrowania się Moskwy w większym stopniu na obronie, a nieco mniej na ataku.  Zachód stracił bezcenny czas. Gdyby to wsparcie nastąpiło wcześniej – Ukraina mogłaby tę wojnę wygrać, a przynajmniej odzyskać znacząco większą część terytoriów utraconych w roku 2014 i 2022. Zachód dał Putinowi czas, który Rosja wykorzystała do budowy skutecznego, jak się okazało, zablokowania kontrofensywy ze strony Ukrainy. 

Moskwa świadomie grała na czas. Grała na zmęczenie społeczeństw i rządów Zachodu. Grała na wyczerpanie jego możliwości finansowych lub militarnych (przykład obiecanej przez Unię Europejską amunicji). Grała też na zmiany w stosunku do wojny w Europie Wschodniej w samej Ameryce. Nie chodzi wszak tylko o sugerowane bardzo często przez lewicowo-liberalny establiszment w Europie, w tym w Polsce, prostacki "argument", iż „Moskwa czeka na wygraną Trumpa”. Rzecz raczej w tym, że w całej amerykańskiej klasie politycznej następuje coraz większe dystansowanie się od daleko idącej pomocy dla Kijowa – dzieje się to oczywiście w kontekście kampanii prezydenckiej w tym kraju.

Nasuwa się tu pewna analogia z Francją,  również z kampanią prezydencką, gdy kandydatka opozycyjnej prawicy Marine Le Pen zaczęła uderzać w tony antyNATO-owskie oraz antyamerykańskie, to urzędujący prezydent Emmanuel Macron zaczął wypuszczać podobne, choć łagodniejsze, sygnały sceptycyzmu i wobec Organizacji Paktu Północnoatlantyckiego i wobec USA. Analogie nasuwają się same: opozycyjni Republikanie nie muszą wygrać, ale mogą przesunąć rządzących Demokratów na pozycje bardziej izolacjonistyczne, gdy chodzi o Europę Wschodnią.

To może być wielce trudny rok dla Kijowa. Niestety, pasuje w tym kontekście motto książki Ernesta Hemingwaya: „Nie pytaj komu bije dzwon – bije on Tobie”…
 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej