Rosyjscy sportowcy wieją z własnej ojczyzny na potęgę. Różne są oczywiście okoliczności tej „dezercji”, jak określają to niektórzy rosyjscy szowiniści, ale fakt pozostaje faktem. Prawdę mówiąc, w okresie, gdy sportowcy z Rosji (i Białorusi) nie mogą startować w Igrzyskach Olimpijskich (to się akurat, niestety, może zmienić), mistrzostwach świata i Europy (choć mogą w tenisowych turniejach wielkoszlemowych, co jest wielkim wstydem dla światowego stowarzyszenia tenisowego WTA), to właśnie tych, naturalizowanych przez inne państwa rosyjskich sportowców dopingują media i kibice z tego kraju.
Zeszłoroczny turniej Wimbledon wygrała obecna finalistka Australia Open (tekst ten piszę przed rozegraniem finału) Jelena Rybakina, która reprezentuje Kazachstan. W odbywających się właśnie teraz mistrzostwach Europy w łyżwiarstwie figurowym kobiet, po programie krótkim w konkurencji solistek w pierwszej piątce są trzy łyżwiarki, które wywodzą się właśnie z Rosji. Na pierwszym miejscu jest Anastazja Gubanowa, która reprezentuje Gruzję, na czwartym Olga Mikutina, która broni barw Austrii, a na piątym nasza - od czterech lat- rodaczka, urodzona w Moskwie, ale reprezentująca Biało-Czerwonych Jekaterina Kurakowa (jechała już dla Polski na Igrzyskach Olimpijskich w Chinach przed rokiem, zajmując miejsce 12 i na mistrzostwach kontynentu, gdzie była 5).
Można tu wymieniać dziesiątki wręcz rosyjskich nazwisk w tenisie reprezentujących kraje Europy i USA. Można też szczególnie prześledzić łatwiejszą, ale mniej spektakularną emigrację rosyjskich sportowców w ramach dawnego Związku Sowieckiego, gdzie z powodów finansowych Rosjanie wolą reprezentować barwy Kazachstanu i rzadziej innych republik środkowo-azjatyckich, Azerbejdżanu, ale też Gruzji z państw południowego Kaukazu, czy – o czym się mówi najmniej – nawet Białorusi (Łukaszenko od co najmniej kilkunastu lat kusi do zmiany obywatelstwa nie tylko Rosjan, ale wielu innych sportowców państw dawnego ZSRS).
Nie opłaca się już być Rosjaninem? Wstyd jest być Rosjaninem?