Już nie wspomnę o ostatnich oświadczeniach Niemiec, Danii i Belgii, że nie tylko w 2024 r., ale także w kolejnych latach nie ma żadnych szans, aby dobiły do dawno uzgodnionego limitu 2 proc. PKB na obronność. Szczyt na Litwie musi, mówiąc językiem bokserskim, „wyjść z ciosem”. W sytuacji, gdy jedne kraje NATO robią wszystko, aby przekazać jak najwięcej broni Kijowowi (Polska, choć na szczęście nie tylko), a inne głównie mówią, że to zrobią – NATO musi przedstawić plan na przyszłość, który będzie do zaakceptowania dla wszystkich. Akurat upływa 15. rocznica nieszczęsnego szczytu NATO w Bukareszcie, na którym „trójkąt bermudzki” Niemcy –Francja–Włochy zablokował propozycję Polski i USA przedstawienia Gruzji „mapy drogowej” wejścia do Sojuszu. Skończyło się to agresją Rosji na ten kraj. Czy NATO wyciągnie wnioski z własnego grzechu zaniechania z 2008 r.?