Do tego pojawiły się także stare groźby, że koniec Rosji oznaczałby również koniec świata, bo bez Rosji świat nie ma sensu. Rosja, która rok temu kazała NATO zabierać manatki za Łabę i szykowała się do zajęcia Ukrainy w trzy dni, teraz z najwyższego szczebla dywaguje o swoim własnym rozpadzie. Co się stało? Są dwa możliwe wyjaśnienia. Pierwsze: Kreml, strasząc katastrofą, chce zmotywować Rosjan do wzięcia udziału w inwazji na Ukrainę, chce wygenerować poczucie zagrożenia i przez to integrować społeczeństwo wokół przywódcy – Putina. Drugie: sytuacja jest tak poważna, procesy gnilne i odśrodkowe w Rosji tak zaawansowane, że rzeczywiście możliwy jest rozpad Federacji. O możliwym rozpadzie Rosji zresztą część zachodnich i ukraińskich ekspertów mówi od dawna. I nie trzeba żadnej interwencji Zachodu. Zachód nawet chciałby zachować Rosję, ale tak naprawdę nic z tym nie jest w stanie zrobić.
Autor jest dziennikarzem TV Biełsat