Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard  Czarnecki,
07.11.2022 16:00

Macki Kremla na Czarnym Lądzie 

W ostatnich kilku miesiącach wiele razy reprezentowałem Parlament Europejski na kontynencie afrykańskim. Byłem na Madagaskarze, w Kenii, Królestwie Lesotho, Mozambiku, Etiopii i trzy razy w Republice Południowej Afryki. Nie roszczę pretensji do bycia ekspertem do spraw Czarnego Lądu – jak określano ten kontynent w erze przed polityczną poprawnością – ale moja wiedza pozwala mi sformułować kilka wniosków. Choćby ten, że Rosja, która traci wpływy w Europie i Azji, staje się silniejsza właśnie w Afryce, wypierając wpływy europejskie (choćby dawnych państw kolonialnych), a nawet w jakiejś mierze amerykańskie. Czasem Moskwa konkuruje tam nawet z wpływami chińskimi.

Jeżeli uważnie przeanalizujemy kolejne głosowania w sprawie Rosji w ONZ, to dostrzeżemy, że wiele krajów afrykańskich zachowuje się inaczej niż szeroko rozumiany Zachód: np. wstrzymuje się od głosu albo wręcz głosuje przeciw. Charakterystyczne jest, że państwa te są za werbalnym potępieniem Rosji w związku z wojną w Europie Wschodniej, ale już nie za sankcjami wobec Moskwy! A co bardziej szkodzi Kremlowi – słowa potępienia czy restrykcje ekonomiczne?

Wagnerowcy w Mozambiku

O wzroście wpływów Rosji w Afryce pisałem m.in. w tekście „Pożegnanie (Rosji) z Afryką?” na portalu Niezależna.pl (12 sierpnia 2022 r.). Oczywiście owa rosyjska polityczno-gospodarczo-militarna winda na kontynencie afrykańskim nie zawsze i nie bez przerwy idzie w górę. Weźmy choćby mało w Polsce znany fakt militarnej klęski Rosjan z Grupy Wagnera, którą ponieśli w walce z IS (Państwo Islamskie) w Mozambiku. Terroryści islamscy dotarli do tego kraju z Tanzanii, a władze w Maputo (stolica Mozambiku) nie były w stanie skutecznie zwalczyć ich na terytorium swojego olbrzymiego, bo liczącego 800 tys. km kw. państwa. Nie chciały jednak pomocy międzynarodowej, zaangażowały więc Rosjan. Ku powszechnemu zaskoczeniu mit wagnerowców dość szybko legł w gruzach. Sytuację opanowała dopiero ekspedycja militarna z Rwandy w liczbie ponad tysiąca żołnierzy wsparta przez kraje południowej części kontynentu afrykańskiego skupione w SADC (Southern African Development Community – Południowoafrykańska Wspólnota Rozwoju). Obecnie ten międzynarodowy korpus, czysto afrykański, liczy 3,1 tys. żołnierzy.

Dla Rosjan – i nie tylko – Mozambik jest podwójnie ważny. Po pierwsze dlatego, że odkryto tam ropę naftową, a więc państwo to może potencjalnie znacząco się wzbogacić. Po drugie – to właśnie Mozambik dopiero co został wybrany – tak jak niedawno Polska – na dwa lata na niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ. W Nowym Jorku, w którym piszę te słowa, wśród dyplomatów akredytowanych przy Organizacji Narodów Zjednoczonych dość powszechnie uważa się, że głos Mozambiku będzie w praktyce w konkretnych głosowaniach głosem Moskwy.

Sentyment do demoludów i rosyjskie inwestycje 

Gdy witałem się z prezydentem tego kraju Filipe Jacinto Nyusi, ten chciał być dla mnie miły i powiedział, czy może raczej próbował powiedzieć, po polsku „dzień dobry”. Ma prawo mówić naszym językiem ojczystym, bo choć nie był – jak były prezydent Mali w latach 2002–2012 Amadou Toumani Touré – absolwentem polskiej uczelni wyższej, to skończył akademię wojskową po sąsiedzku, bo w Brnie. Piszę o tym, ponieważ prorosyjskie sympatie elit najbardziej rozwiniętej gospodarki w Afryce, czyli RPA, wynikają w dużej mierze z tego, że na kierowniczych stanowiskach w Pretorii znajduje się wielu absolwentów uczelni – sowieckich lub wschodnioniemieckich albo już rosyjskich.

W przypadku politycznych sympatii do Rosji i antypatii do Zachodu na kontynencie afrykańskim należy pamiętać o kontekście historycznym. Dotyczy to zresztą nie tylko Afryki. Oto bowiem Zachód kojarzy się z kolonializmem i wyzyskiem, a Rosja Sowiecka, a obecnie Rosja Putina, z walką z wpływami owego kolonialnego Zachodu. Warto sobie zdać sprawę z tego, że 60 proc. członków stałej Rady Bezpieczeństwa ONZ to kraje, które bądź miały kolonie w Afryce (Francja i Wielka Brytania), bądź militarnie i finansowo wspierały niektóre rządy w kontrze do ZSRS (to USA).

Wielu ekspertów z dawnych krajów kolonialnych obudziło się nagle i mówi o ekspansji Moskwy w Afryce, ale dopiero wtedy, gdy Rosja bezceremonialnie zaczęła wypierać ich wpływy. Warto tutaj powiedzieć, że wbrew temu, co często się w Polsce myśli, wpływy Rosji na kontynencie afrykańskim nie ograniczają się tylko do obecności militarnej Grupy Wagnera. Już jesienią 2019 r. w Parlamencie Europejskim dalecy od rusofobii deputowani z Belgii (!) podnosili kwestię wzrostu rosyjskich inwestycji gospodarczych w Afryce. 

Jeżeli po okresie pandemii bezrobocie w RPA wzrosło z 33 proc. do 50 proc., to kraj ten łaknie zagranicznych inwestycji i pomocy. Tyle że inwestycje z Zachodu obarczone są obawami o wzrost wpływów dawnych ciemiężycieli i zwolenników apartheidu – w przypadku Federacji Rosyjskiej takich obaw nie ma. Do ekonomicznego tańca z Kremlem są szczególnie gotowe kraje najbiedniejsze, jak wspomniany Mozambik, gdzie dochód PKB na głowę mieszkańca wynosi raptem 500 dol., a więc jest cztery razy mniejszy niż Zambii i Zimbabwe oraz 14 razy (sic!) mniejszy niż RPA i Botswany.

Afrykańscy chętni do BRICS

Amerykanie systematycznie poszerzają swoje wpływy w Europie Wschodniej, w tym na Ukrainie, ale musieli pogodzić się z upokarzającą porażką właśnie w RPA. Wizyta Antony’ego Blinkena w tym kraju przed trzema miesiącami skończyła się upokarzającą konferencją prasową z Naledi Pandor, minister spraw zagranicznych RPA, która bezceremonialnie podkreślała, co RPA różni od Zachodu, w tym od Waszyngtonu, wymieniając kwestię… Ukrainy i Palestyny. Sekretarz stanu USA robił dobrą minę do złej gry i choć w jego obecności faktycznie pluto na Zachód, udawał, że to tylko deszcz pada.

Mozambik obok RPA, Madagaskaru, Sudanu, Sudanu Południowego i Libii jest na liście państw, w których Rosja ma największe wpływy. Listę te ogłosił amerykański CSIS (Center for Strategic and International Studies). Myślę jednak, że rosyjskie macki obejmują większą liczbę krajów niż owa „lista 6”. Gdzie na przykład umieścić Królestwo Lesotho, którego polityka zagraniczna w dużej mierze jest lustrzanym odbiciem polityki międzynarodowej RPA, na której terenie znajduje się ta enklawa? Albo co powiedzieć o dawnym Suazilandzie, dziś noszącym nazwę Królestwa Eswatini, które też jest enklawą na terytorium RPA?

Optymista, szukający za wszelką cenę plusów, podniesie fakt, że tym razem nie słychać, aby Rosjanie usiłowali dosłownie kupić wybory w krajach afrykańskich, jak to miało miejsce w 2019 r. na Madagaskarze, gdy sześciu głównych kandydatów na prezydenta tej jednej z czterech największych wysp świata dostało propozycję sfinansowania kampanii przez Rosjan. Tak przynajmniej wykazało śledztwo dziennikarskie BBC. Tyle że śledztwo to nie było w stanie udowodnić, czy któryś z kandydatów te pieniądze przyjął...

Rola Afryki rośnie, tak jak rosną rosyjskie wpływy na tym kontynencie. Oto bowiem dwa wielkie afrykańskie państwa i gospodarki chcą starać się o przyjęcie do BRICS, a więc struktury skupiającej Brazylię, Rosję, Indie, Chiny i RPA. Chodzi o Nigerię i Egipt. Jeśli tak się stanie, rosyjska penetracja w Afryce może być jeszcze większa niż obecnie.
 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE