Sprawa dotyczy wydarzeń z 2020 r. po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi, kiedy to siepacze Łukaszenki ruszyli do brutalnego tłumienia protestów. Przez areszt w Mińsku przewinęły się setki ludzi, często torturowanych po to, by podali dane czy adresy innych osób, których reżim wziął na celownik.
Oprócz bicia i poniżania byli oni bezprawnie przetrzymywani w nieludzkich warunkach. Trzeba jednak pamiętać, że piekło białoruskich obywateli trwa nadal. Na Białorusi można trafić do aresztu niemal za dowolne słowo i gest, a brutalność aparatu państwowego przybiera na sile.
W najbliższych miesiącach można spodziewać się jedynie dalszego dokręcania śruby. Tym bardziej że w przyszłym roku kolejne wybory na Białorusi – samorządowe i parlamentarne, których wynik – jak wiadomo – jest już znany od dawna.