Alex Gray, były szef personelu Rady Bezpieczeństwa Narodowego w administracji Donald Trumpa, twierdził, że przyjęta przez prezydenta strategia może odnieść sukces tam, gdzie zawiedli jego poprzednicy. – Sądzę, że w ciągu najbliższych kilku tygodni możemy znaleźć się w punkcie, w którym – po raz pierwszy od 70 lat – pojawi się szansa, by naród kubański faktycznie doświadczył wolności, którą przyniesie mu Donald Trump – prognozował. Gray zestawił strategię „maksymalnej presji” stosowaną przez Trumpa z polityką poprzednich administracji, które – jak ocenił – „wzmocniły reżim” i przedłużyły jego trwanie o kolejną dekadę. – Uważam, że sytuacją idealną byłoby, gdyby prezydent Trump zdołał dokonać tego, czego nie udało się osiągnąć jego poprzednikom, a mianowicie skłonić Kubę do trwałej zmiany swojego postępowania oraz transformacji ustrojowej. Sądzę przy tym, że prezydent opiera się na tym samym zestawie faktów, na które spoglądali poprzedni prezydenci USA, a z którymi oni nie zrobili absolutnie nic – wyjaśnił. – Barack Obama dostrzegł pewną szansę i… otworzył tam ambasadę Stanów Zjednoczonych. W rzeczywistości jednak wzmocnił on tamtejszy reżim, utrzymując go przy życiu przez kolejną dekadę – podsumował.
Ile to potrwa?
Od czasu interwencji w Wenezueli i pojmania prezydenta Nicolása Maduro Waszyngton wywiera presję na Hawanę, stosując blokadę dostaw paliw. W połowie marca Trump wyraził nadzieję, że to jemu przypadnie w udziale „zaszczyt” przejęcia kontroli nad Kubą, a nawet nie wykluczył możliwości podjęcia kroków militarnych. W odpowiedzi na groźby Trumpa prezydent Kuby Miguel Díaz-Canel zapowiedział „niezłomny opór”. – USA niemal każdego dnia publicznie grożą Kubie obaleniem ustroju konstytucyjnego przy użyciu siły – oświadczył. – Jako pretekstu używają zaś argumentu wręcz oburzającego: surowych ograniczeń wynikających z osłabienia gospodarki – gospodarki, którą sami atakowali i którą od ponad sześciu dekad starają się izolować – odgrażał się komunista.
Kuba, wyspiarskie państwo, liczące około 11 mln mieszkańców, doświadcza ogromnych problemów energetycznych, a często całkowitej awarii zasilania. W kraju dochodzi do protestów i zamieszek. Nałożone z początkiem roku przez Trumpa embargo na import paliw na Kubę skutecznie blokuje dostawy energii. Eksperci ostrzegali, że rezerwy paliwa wystarczą Hawanie zaledwie do połowy marca, a wprowadzona „kwarantanna” pogłębiła i tak już dramatyczny kryzys humanitarny, będący skutkiem dziesięcioleci nieudolnego zarządzania i korupcji ze strony komunistycznego reżimu.
Trwają rozmowy
Czy obustronne rozmowy przyniosą jakiś skutek, przekonamy się niebawem; co istotne – Waszyngton ich przede wszystkim nie odrzuca. – Kuba chce zawrzeć układ. I myślę, że całkiem niedługo dojdziemy do porozumienia – albo zrobimy to, co będzie konieczne – obwieścił niedawno Trump. Kubański prezydent potwierdził, że jego rząd prowadzi z administracją USA rozmowy dotyczące „różnic dwustronnych” oraz „obszarów współpracy”. Z kolei amerykański prezydent nie ujawnia szczegółów dotyczących potencjalnych warunków takiej umowy. – To państwo upadłe. Nie mają pieniędzy, nie mają ropy, nie mają absolutnie niczego – mają za to piękną ziemię, wspaniałe krajobrazy; to przepiękna wyspa – wyliczał Trump.
Waszyngton sygnalizuje, że zawarcie porozumień gospodarczych mogłoby przynieść wyspie pewną ulgę. Jak pisał dziennik „USA Today”, umowy dotyczące sektora portowego, energetycznego oraz turystyki mogłyby otworzyć drogę do zniesienia części sankcji. W artykule wspomniano również, że administracja rozważa złagodzenie restrykcji dotyczących podróży Amerykanów na Kubę, a także stworzenie komunistycznemu kierownictwu kraju możliwości bezpiecznego pozostania na wyspie.
Muszą powołać nowych ludzi
Mający kubańskie korzenie sekretarz stanu Marco Rubio oświadczył, że Kuba musi w pierwszej kolejności zmienić przywódców politycznych. Była to reakcja na doniesienia, według których administracja Trumpa dąży do odsunięcia od władzy prezydenta Díaza-Canela. Rubio nie wykluczył możliwości złagodzenia wieloletniego amerykańskiego embarga nałożonego na Kubę w zamian za przeprowadzenie reform politycznych. – Wystarczy powiedzieć, że embargo jest ściśle powiązane ze zmianami politycznymi na wyspie.
Kwestia ta jest uregulowana prawnie, lecz sedno sprawy sprowadza się do tego, że ich gospodarka po prostu nie działa. To gospodarka całkowicie dysfunkcyjna – powiedział sekretarz stanu, zauważając, że Kuba przez długi czas polegała na pomocy ze strony Związku Sowieckiego, a następnie Wenezueli. – Nie otrzymują już subsydiów, więc znaleźli się w poważnych tarapatach; osoby sprawujące władzę nie mają pojęcia, jak naprawić tę sytuację, dlatego konieczna jest zmiana na stanowiskach kierowniczych – dodał.
Oscar Pérez-Oliva Fraga, wicepremier Kuby, poinformował, że kraj podejmie kroki mające na celu dopuszczenie inwestycji zagranicznych do gospodarki, co stanowi krok w stronę otwarcia jednej z najbardziej sztywnych, scentralizowanych gospodarek państwowych na świecie. Rubio odpowiedział jednak, że działania te są niewystarczające. – Kuba posiada gospodarkę, która nie funkcjonuje, osadzoną w systemie politycznym i rządowym, który nie jest w stanie jej naprawić. Konieczne są zatem radykalne zmiany. To, co ogłoszono, nie jest wystarczająco radykalne. To nie rozwiąże problemu. Czeka ich więc tam podjęcie kilku bardzo ważnych decyzji – wyjaśnił.
Rodzina Castro pozostanie u władzy?
Trump utrzymuje, że blokada paliwowa stanowi odpowiedź na „nadzwyczajne zagrożenie”, jakie Kuba stwarza dla Stanów Zjednoczonych. Od 9 stycznia na wyspę nie sprowadzono ani jednej baryłki ropy, co uderzyło w sektor energetyczny, a jednocześnie zmusiło linie lotnicze do ograniczenia liczby lotów, co stanowi dotkliwy cios dla kluczowego dla wyspy sektora turystycznego. Awarie zasilania, a także regularne braki żywności, leków i innych artykułów pierwszej potrzeby, podsycają narastającą frustrację. „The New York Times” potwierdził, że administracja Trumpa w trakcie toczących się negocjacji podejmuje próby doprowadzenia do odsunięcia od władzy Díaza-Canela.
Działanie to miałoby na celu usunięcie kluczowej postaci przy jednoczesnym zachowaniu dotychczasowej struktury rządu komunistycznego. Administracja zasygnalizowała kubańskim negocjatorom, że Díaz-Canel musi ustąpić, nie narzucając jednak konkretnego sposobu, w jaki miałoby to nastąpić. Takie podejście odzwierciedla strategię skoncentrowaną na wymuszeniu uległości, a nie na całkowitym demontażu struktur rządowych.
Dochodzą też sygnały, że USA nie dążą obecnie do podjęcia działań wymierzonych w członków rodziny Castro, którzy wciąż pozostają wpływowymi rozgrywającymi na kubańskiej scenie politycznej. „W przypadku komunistycznego rządu Kuby – zastanawia się na portalu The Patriot Post Thomas Gallatin – pytanie nie brzmi: czy upadnie, lecz: kiedy to nastąpi. Jego koniec zdaje się szybko nadchodzić, a administracja Trumpa będzie na miejscu, by pomóc poskładać to, co pozostało, i zaprowadzić dla Kuby świetlaną, nową i wolną przyszłość”. Ameryka dąży do obalenia komunistycznego reżimu i może jej się to udać bez jednego wystrzału.