Kilka dni temu Mołdawska Służba Bezpieczeństwa i Wywiadu (SIS) wydłużyła listę o kolejnych 31 pozycji. Oprócz propagandowych molochów, jak strony rosyjskich agencji TASS czy Interfax, znalazły się też podmioty mołdawskie, powielające scenariusze pisane na Kremlu. To nie tylko portale prowadzone przez ruskich trolli, ale także stacje telewizyjne finansowane przez prorosyjskich oligarchów. Mołdawia dobrze wie, czym jest wojna hybrydowa, której potężnym orężem jest właśnie dezinformacja i wywoływanie buntów w społeczeństwie. Szybkie i bezwzględne uciszanie putinowskich trolli jest konieczne, zwłaszcza w kontekście niezwykle ważnych wyborów samorządowych, które w Mołdawii odbędą się już w najbliższą niedzielę. Bo o tym, że Rosja lubi mieszać przy tego typu wydarzeniach, nie trzeba nikogo przekonywać.