A możemy się domyślać, że to nie koniec. Rzecz potwierdza nie tylko kierunek zmian w Unii Europejskiej, ale też uświadamia, że najważniejsze brukselskie gremia uznają się za ostateczną instancję, jeśli chodzi o legislację i wpływ na funkcjonowanie poszczególnych państw członkowskich. Unijne elity mają się za hegemona, choć doskonale wiemy, że geopolitycznie znalazły się w bardzo niekorzystnej sytuacji. To nieciekawy prognostyk, bo forsowanie praw motywowanych określoną wizją ideowo-polityczną zaogni spory społeczne. Szczególnie w bardziej konserwatywnych wciąż krajach.
Kieszonkowy hegemon z tęczową flagą
Polska ma obowiązek uznać małżeństwo dwóch obywateli UE tej samej płci, legalnie zawarte w innym państwie członkowskim – orzekł we wtorek Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. To sytuacja bez precedensu – tylnymi drzwiami wprowadzone zostaje progresywne prawo.