Pochód, niosący na drzwiach ciało 18-letniego Godlewskiego i pokrwawioną biało-czerwoną flagę, utrwalony na fotografii, stał się tragicznym symbolem Grudnia ’70. „Na drzwiach ponieśli go Świętojańską / Naprzeciw glinom naprzeciw tankom / Chłopcy stoczniowcy pomścijcie druha / Janek Wiśniewski padł” – czytamy tekst „Ballady o Janku Wiśniewskim”. Pierwowzorem Janka Wiśniewskiego jest właśnie Zbyszek Godlewski. Wśród winnych śmierci 18-letniego mężczyzny jest Stanisław Kociołek, „kat Trójmiasta”.
Po zgonie w 2015 roku Kociołek został pochowany na Powązkach Wojskowych w Warszawie, w kolumbarium tuż przy Alei Zasłużonych. Tymczasem taka osoba nigdy nie powinna spocząć na tym szczególnym polskim cmentarzu – nekropolii chwały polskiego oręża. Przypomnijmy, kim był Stanisław Kociołek i dlaczego stołeczne Powązki Wojskowe nie są dla niego odpowiednim miejscem. To osoba odpowiedzialna za masakrę robotników na Wybrzeżu w 1970 roku, wysoki funkcjonariusz komunistyczny, który zatwierdził strzelanie do ludzi. W PZPR reprezentował „frakcję betonową”, która dążyła do krwawej rozprawy z Solidarnością. Dla historyków to nie ulega wątpliwości.
Niestety, dla wymiaru sprawiedliwości pozostał niewinny, ale to już kwestia kondycji wymiaru sprawiedliwości – prokuratorów i sędziów. Kociołek piastował wysokie funkcje partyjne. Był I sekretarzem warszawskiego PZPR, I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku. W końcu wicepremierem, później ambasadorem w różnych krajach – mniej lub bardziej egzotycznych. Najważniejszą chyba funkcję ambasadorską pełnił w Związku Sowieckim. Nawet w kulturze masowej Kociołek traktowany jest jednoznacznie. Tekst piosenki „Ballada o Janku Wiśniewskim” autorstwa Krzysztofa Dowgiałło mówi o nim jako o „krwawym Kociołku”, „kacie Trójmiasta”.