Po drugiej stronie jest bowiem tylko nihilizm. Nihilizm, czyli pustka i rozpad – że tak jest, przekonywało się moje pokolenie, na początku III RP eksperymentujące z różnymi nihilizmami. Gdzie nie ma zgody co do podstawowych wartości, wszystko jest dla kasy, pojawić się może Roger Waters z zespołu Pink Floyd, sprzedający swoją „fajność” Putinowi. Nikt tego nie czuje lepiej niż rockandrollowcy z mojego pokolenia, którzy nie porzucili, jak Waters, ideałów z młodości. Ktoś, kto w czasie, gdy mamy inwazję Rosji, a państwa zachodnie opanowane są przez islam i polityczną poprawność, zabiera się do dewastowania tysiącletniej kultury własnego narodu, zwalczając chrześcijaństwo, jest bezdennie głupi. I nie mam na myśli tych, którzy nie lubią jakiegoś księdza, są bardziej imprezowi niż stereotypowy katolik czy nie wierzą w Boga. Wszystko to jest normalne – było, jest i będzie. Ale ważne jest zachowanie przez ogół, naród, najważniejszych podstaw. Inaczej nas nie będzie.