Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
02.11.2020 14:00

Hipolit Cegielski i Franciszek Stefczyk – pionierzy patriotyzmu gospodarczego

Listopad to miesiąc szczególny – w Polsce wspominamy tych, który odeszli, a których jesteśmy dłużnikami, bo pracowali lub walczyli dla naszej ojczyzny.

W tym tekście skupię się na tych, którzy bardziej pracowali, niż walczyli – choć praca też może być formą walki czy biernego oporu. Na tych, którzy myśleli, że są w większym stopniu pozytywistami niż romantykami – choć być może w polskich warunkach pozytywizm to też forma romantyzmu…

Filolog, przemysłowiec, patriota

Hipolit Cegielski to dziś sztandarowa postać. Pokazał, że polską bronią może być przemysł i pieniądze, a nie tylko tradycyjny oręż. Urodził się w 1813 r. w ziemiańskiej rodzinie. Dzierżawiony przez jego ojca, Michała, majątek został doprowadzony do bankructwa, gdy Hipolit miał kilka lat. Cegielski ukończył gimnazjum w Trzemesznie, a potem w Poznaniu. Studiował w Berlinie, gdzie uzyskał tytuł doktora filozofii. Czasem uczniowie wracają do swojej szkoły już jako nauczyciele – tak było w przypadku Cegielskiego, który w poznańskim Gimnazjum św. Marii Magdaleny uczył języka polskiego i języków klasycznych. Był wszechstronny, zamieszczał artykuły naukowe, stworzył podręcznik gramatyki greckiej oraz „Naukę poezji” (1845 r.). W tej ostatniej pozycji jako pierwszy napisał o twórczości Cypriana Kamila Norwida!

Gdy miał 33 lata, został wyrzucony ze szkoły za odmowę przeprowadzenia rewizji na stancjach uczniów podejrzanych o antypruską konspirację. Znalazł się w dramatycznej sytuacji: nie posiadał własnego majątku ani pracy, miał za to na utrzymaniu rodzinę (ożenił się z córką kolegi, który był nauczycielem w gimnazjum), w tym trójkę dzieci (syna Stefana i dwie córki: Karolinę i Zofię). Dzięki pomocy Jana Suchorzewskiego i Józefa Łukaszewicza założył sklep z narzędziami rolniczymi, a potem warsztat do ich naprawy. Renoma dobrego patrioty i wysoka jakość wyrobów powodowała, że w sklepie kupowali ziemianie z całej Wielkopolski, a z czasem eksportowano je do zaboru rosyjskiego, a także, mimo ostrej konkurencji – do Niemiec. W szybkim tempie Cegielski przekształcił warsztat w fabrykę – pruska administracja nie pozwoliła jednak na jej rozbudowę. Był nie tylko praktykiem, lecz także teoretykiem, autorem książki „Narzędzia i maszyny rolnicze”. Gdy umierał w wieku zaledwie 53 lat, jego fabryka zatrudniała 300 robotników, a konkurencyjna niemiecka w Poznaniu – ponad cztery razy mniej!

Narodowy solidaryzm Cegielskiego

Obok działalności zawodowej jednocześnie mocno angażował się społecznie, wspierał polskość. Prezesował Towarzystwu Przemysłowemu Polskiemu, kierował Centralnym Towarzystwem Gospodarczym dla Wielkiego Księstwa Poznańskiego, był wiceprezesem Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, założył też Bank Przemysłowców, który kredytował rozwój polskich firm.

Jednocześnie inwestował w polską prasę: w końcu lat 40. XIX w. powołał i osobiście redagował dziennik „Gazetę Polską”, a w 1859 r. zainicjował działalność „Dziennika Poznańskiego”, który był najważniejszą gazetą w Wielkopolsce aż do czasu zamknięcia jej przez Niemców po agresji III Rzeszy na Polskę w 1939 r. Hipolit Cegielski był też posłem do Sejmu Prus.

Także w interesach Hipolit Cegielski kierował się solidaryzmem narodowym, dbając o dobre warunki dla swoich robotników, co jest charakterystycznym dla Wielkopolan rysem. Dzień pracy ograniczył do 11 godzin (z przerwami na dwa posiłki) oraz założył kasę zapomogową dla swoich pracowników.

Polskie kasy – dzięki księżom

Po bohaterze pracy organicznej z Wielkopolski warto przedstawić ważną postać dla Małopolski. Franciszek Stefczyk był dla polskiej spółdzielczości tym, kim dla niemieckiej był Friedrich Wilhelm Raiffeisen. Stefczyk urodził się w 1880 r. i pochodził z chłopskiej wielodzietnej rodziny z okolic Wadowic. Uczył się w Krakowie, maturę zdał z wyróżnieniem, a potem studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez rok studiował też w Wiedniu i tam właśnie dowiedział się o kasach Raiffeisena. Uczył w szkole średniej w Czernichowie, a jednocześnie robił doktorat z filozofii na UJ. Po ojcu był społecznikiem.

Protestował przeciwko wysokooprocentowanym pożyczkom, które często doprowadzały polskich chłopów do ruiny. Po przeczytaniu wstrząsającej publikacji Stanisława Szczepanowskiego „Nędza Galicji w cyfrach” uznał, że trzeba przeszczepić kasy spółdzielcze na polski grunt. Taki projekt zaprezentował w 1889 r. na zjeździe kółek rolniczych we Lwowie, opisując to jednocześnie w „Przeglądzie Polskim”. Po paru miesiącach przeszedł od słów do czynów, rejestrując w Czernichowie, gdzie uczył, pierwszą spółdzielnię oszczędnościowo-pożyczkową w polskich dziejach. Sfinansował wydanie podręcznika dla tych, którzy takie kasy chcieli organizować.

Pomysł był świetny, ale chłopi nieufni. Zdecydowało zaangażowanie księży. Może także dlatego, że dr Franciszek Stefczyk swoje kasy widział nie tylko jako instytucję gospodarczą, ale też instrument wpajania chrześcijańskiej pomocy bliźniemu, nauki oszczędności i solidaryzmu narodowego. W ciągu 9 lat w Galicji i na Śląsku Cieszyńskim Stefczyk stworzył 26 kas. W 1899 r. opanowany przez Polaków Sejm Krajowy, działający na ziemiach polskich pod zaborem austriackim powołał specjalne biuro wspierające kasy. Mogły one liczyć na 400 koron dotacji. To był przełom. Kasy mnożyły się w błyskawicznym tempie: rocznie powstawało ich około 100 i tuż przed I wojną światowa było ich już około 1400.

W kontekście dzisiejszych idiotycznych ataków na Kościół warto odnotować fakt, że na czele większości kas stali księża, którzy wspierali swoich wiejskich parafian jako osoby wśród najbardziej nich wykształcone.

Kasy Stefczyka wsparły Legiony

Poza kasami oszczędnościowo-pożyczkowymi – do których po latach nawiążą SKOK-i − Stefczyk wspierał też powstawanie spółdzielni handlowych, opartych na kółkach rolniczych, a następnie spółdzielniach mleczarskich. Ostatecznie doktor Stefczyk zostawił szkołę i poświęcił się spółdzielczości. Potem nawet zasiadał w ławach Sejmu Krajowego z ramienia Polskiego Stronnictwa Ludowego. Po 1914 r. wezwał, aby jego kasy łożyły na polskie wojsko. Na ten apel odpowiedziała ponad jedna trzecia kas, czyli około 500. Pieniądze zasiliły głównie Legiony.

Wspierał walki o polskość Lwowa. Po odzyskaniu przez Polaków własnego państwa był jednym z organizatorów Państwowego Banku Rolnego i jego pierwszym dyrektorem. Tworzył również projekty prawa spółdzielczego i kierował Centralną Kasą Spółek Rolniczych. Po jego śmierci w 1924 r. (miał 63 lata) założone przez niego kasy przybrały jego imię. Spoczął na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.

Blisko 100 lat po jego śmierci największa Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa (SKOK) nosi imię pioniera spółdzielczości finansowej w Polsce, dr. Franciszka Stefczyka.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane