Wystarczy powiedzieć, że ten sam Wołodin parę dni wcześniej uznał język angielski za „język martwy”. W zeszłym roku zaś powiedział, że Alaska to część Rosji. Widać, że jest oddelegowany do takiego rodzaju ataków propagandowych. Dlatego warto zwrócić uwagę na lejtmotyw rosyjskiej propagandy uzasadniający jej wszelkie agresje. Moskwa twierdzi, że granice w świecie (zwłaszcza w naszym regionie) są jej dziełem, więc może z nimi robić, co chce. Podobnie twierdziła, że granice Ukrainy są sztuczne, bo w swojej łaskawości jakoby wyznaczył je Lenin, a potem Chruszczow. To był wstęp do agresji na Ukrainę. Tego samego chwytu obecnie Rosja używa wobec Polski i wobec innych krajów zresztą też. Obecnie Rosja jest za słaba, by w jakikolwiek sposób zagrozić Polsce, ale musi być bezwzględnie powstrzymana i wyrzucona z Ukrainy, żeby nie mogła zagrozić w przyszłości. I żeby raz na zawsze nauczyła się, że międzynarodowo uznanych granic zmieniać nie wolno.
Autor jest dziennikarzem TV Biełsat