To empiryczny fakt – Polska dzięki swojej polityce migracyjnej jest znacznie bezpieczniejszym krajem niż „wiodące demokracje” naszego kontynentu. I to nie dlatego, że nie ma u nas migrantów zarobkowych i wojennych uchodźców. Dlaczego zatem w Polsce nie powtarzają się sceny z Paryża czy Berlina? Kluczem jest połączenie dwóch kwestii: brak gettoizacji i brak nadopiekuńczości państwa. Tej ostatniej nie należy mylić z rzetelną polityką wsparcia, która przecież w Polsce jest też udziałem ukraińskich rodzin. Na Zachodzie jednak nadopiekuńczość wobec imigrantów jedynie wzmocniła gettoizację – nie stworzyła przez dekady mechanizmów asymilacyjnych, ale przygotowała cieplarniane warunki dla trzymania imigrantów w niszy swoistej podklasy „proli”. Strach pomyśleć, że i w tej sprawie zachodnie elity są dla naszych liberałów wzorcem do naśladowania.