Rabunkowa gospodarka zasobami państwa, przyspieszające zwolnienia grupowe, brak perspektyw, fatalne wyniki finansowe, obojętność wobec problemów i postulatów obywateli… I tak wymieniać można w nieskończoność. Do tego korupcyjny system wokół władzy, która istniejącą wciąż tylko na papierze unijną pożyczkę KPO według wzorców kolonialnych lub postsowieckich rozdała - jak się zdaje - swoim, innych nawet nie informując o możliwości skorzystania z pieniędzy. Buta i arogancja, tłumaczenie, że nic się nie stało ludziom, dla których brak pieniędzy na sprzęt medyczny, na leczenie, na akademiki. Słowem – na wszystko. Biedni i średnio zamożni nie dostają nic, ale za to mają obowiązek dorzucić się żonie bogatego posła, żonie wicemarszałka i telewizyjnej celebrytce. I setkom innych biznesmenów, którzy za nie zawsze nawet poniesione straty muszą dostać od państwa jachty czy rowery wodne.
Z drugiej strony Karol Nawrocki. Poruszające rozpoczęcie prezydentury, deklarowana i pokazywana bliskość wobec ludzi, królewskie przyjęcie na ulicach Warszawy, a później na gdańskim stadionie. Projekty ustaw i twarde deklaracje. Poczucie sprawczości. Zapowiedź zmiany konstytucji, dokonana na starcie prezydentury, której obecne ramy zdecydowanie są dla Nawrockiego za ciasne. Ministrowie i premier podkreślają na każdym kroku, że to do nich należy faktyczna władza i realne kompetencje. Jak jest w praktyce, widzimy choćby podczas dotyczącego bezpieczeństwa szczytu. Rzecznik Szłapka anonsuje ważny udział premiera, po czym premiera nie ma – za bardzo nikt nie chce z nim rozmawiać. Polskę reprezentuje prezydent, biorący udział w telekonferencji z przywódcami Europy i Stanów Zjednoczonych.
W środę rano ukazało się zlecone przez "Super Express" badanie, według którego 52 proc. Polaków chciałoby w Polsce wzmocnienia kompetencji głowy państwa. Systemu kanclerskiego, a więc większych kompetencji premiera, chce 38 proc.. Nie ma się co oszukiwać – większość odpowiadających nie zastanawiała się nad zagadnieniami, związanymi z historią myśli politycznej, nie analizowała teorii, nie niuansowała za i przeciw takich czy innych rozwiązań. Nic z tych rzeczy. Większość widzi po prostu, jak sypie się system Tuska, czuje też, że jak na razie to oni, a nie premier, ponoszą tego realne koszty. Z drugiej strony widzą jednak nową nadzieję w postaci prezydenta Nawrockiego i chcieliby, by to on miał narzędzia pozwalające na ukrócenie wszystkiego, o czym napisałem w pierwszych zdaniach tego tekstu. Wynik sondażu na temat wymarzonego ustroju państwa to pierwszy, czytelny sygnał zaistnienia wśród obywateli zjawiska, które nazwać możemy „efektem Nawrockiego”. Choć i premier sporo dla tego zjawiska zrobił, mimo tego, że przecież słynie z lenistwa.