Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
,Krzysztof Karnkowski
14.08.2025 14:58

Efekt Nawrockiego

Obserwujemy w Polsce zderzenie się dwóch światów, dwóch filozofii i dwóch praktyk sprawowania władzy. Jedna, którą znamy aż za dobrze, a wielu naszych rodaków poznaje ją po raz pierwszy, ale od najgorszej strony, to filozofia rządzenia Donalda Tuska.

Rabunkowa gospodarka zasobami państwa, przyspieszające zwolnienia grupowe, brak perspektyw, fatalne wyniki finansowe, obojętność wobec problemów i postulatów obywateli… I tak wymieniać można w nieskończoność. Do tego korupcyjny system wokół władzy, która istniejącą wciąż tylko na papierze unijną pożyczkę KPO według wzorców kolonialnych lub postsowieckich rozdała - jak się zdaje - swoim, innych nawet nie informując o możliwości skorzystania z pieniędzy. Buta i arogancja, tłumaczenie, że nic się nie stało ludziom, dla których brak pieniędzy na sprzęt medyczny, na leczenie, na akademiki. Słowem – na wszystko. Biedni i średnio zamożni nie dostają nic, ale za to mają obowiązek dorzucić się żonie bogatego posła, żonie wicemarszałka i telewizyjnej celebrytce. I setkom innych biznesmenów, którzy za nie zawsze nawet poniesione straty muszą dostać od państwa jachty czy rowery wodne. 

Z drugiej strony Karol Nawrocki. Poruszające rozpoczęcie prezydentury, deklarowana i pokazywana bliskość wobec ludzi, królewskie przyjęcie na ulicach Warszawy, a później na gdańskim stadionie. Projekty ustaw i twarde deklaracje. Poczucie sprawczości. Zapowiedź zmiany konstytucji, dokonana na starcie prezydentury, której obecne ramy zdecydowanie są dla Nawrockiego za ciasne. Ministrowie i premier podkreślają na każdym kroku, że to do nich należy faktyczna władza i realne kompetencje. Jak jest w praktyce, widzimy choćby podczas dotyczącego bezpieczeństwa szczytu. Rzecznik Szłapka anonsuje ważny udział premiera, po czym premiera nie ma – za bardzo nikt nie chce z nim rozmawiać. Polskę reprezentuje prezydent, biorący udział w telekonferencji z przywódcami Europy i Stanów Zjednoczonych.

W środę rano ukazało się zlecone przez "Super Express" badanie, według którego 52 proc. Polaków chciałoby w Polsce wzmocnienia kompetencji głowy państwa. Systemu kanclerskiego, a więc większych kompetencji premiera, chce 38 proc.. Nie ma się co oszukiwać – większość odpowiadających nie zastanawiała się nad zagadnieniami, związanymi z historią myśli politycznej, nie analizowała teorii, nie niuansowała za i przeciw takich czy innych rozwiązań. Nic z tych rzeczy. Większość widzi po prostu, jak sypie się system Tuska, czuje też, że jak na razie to oni, a nie premier, ponoszą tego realne koszty. Z drugiej strony widzą jednak nową nadzieję w postaci prezydenta Nawrockiego i chcieliby, by to on miał narzędzia pozwalające na ukrócenie wszystkiego, o czym napisałem w pierwszych zdaniach tego tekstu. Wynik sondażu na temat wymarzonego ustroju państwa to pierwszy, czytelny sygnał zaistnienia wśród obywateli zjawiska, które nazwać możemy „efektem Nawrockiego”. Choć i premier sporo dla tego zjawiska zrobił, mimo tego, że przecież słynie z lenistwa.  

Reklama