Do tego stopnia, że w pewnym momencie całkowicie stracił wątek, a komentujący ten przykry widok Donald Trump powiedział: Nie mam pojęcia, co on [Biden] powiedział. On zresztą chyba sam tego nie wie – dziwił się Trump. I choć w panikę po debacie wpadli wszyscy zwolennicy Bidena (jedynie propagandziści z Partii Demokratycznej opiewali w mediach społecznościowych jego zwycięstwo), a media liberalne wprost domagają się „podmiany”, to sam Joe Biden zapowiedział, że nie ma zamiaru wycofywać się z wyścigu o drugą kadencję. Gdyby zresztą chciał to zrobić, to i tak nie widać nikogo, kto paliłby się do wyścigu w ostatnim momencie. I nie ma się czemu dziwić, bo patrząc na sondaże, widać, że sprawa wygląda beznadziejnie. Trump prze więc do zwycięstwa jak walec. Zwycięstwa, którego może pozbawić się jedynie on sam.
Echa debaty w USA
Debata prezydencka odbyła się w nocy z czwartku na piątek i pozostawiła obserwatorów na całym świecie z jednym, chyba retorycznym, pytaniem: Czy stan zdrowia Joego Bidena pozwala mu na to, by ubiegać się o reelekcję? Pytanie nasuwa się w oczywisty sposób: urzędujący prezydent Stanów Zjednoczonych wyglądał na zagubionego, kluczył i odpowiadał w sposób nieskładny.