Pojawiły się zdjęcia tajemniczego obozu budowanego na Białorusi. Jednak od puczu Prigożyna i domniemanego porozumienia o nietykalności buntowników w zamian za przeprowadzkę na Białoruś minęły już dwa tygodnie. Buntownik ani nie spełnił warunków porozumienia i nie przeniósł się na Białoruś, ani władza nie zrobiła mu żadnej osobistej krzywdy. Nawet zwróciła mu zajęte pieniądze. Oczywiście, Kreml oficjalnie uderza w firmy Prigożyna, np. w związku z dostawami żywności dla armii. Zniknął też gen. Surowikin kojarzony z Prigożynem. Wagnerowcy mają być zaś wcieleni do regularnej armii. Ale i tak sytuacja jest przedziwna. Trudno znaleźć w historii takie próby puczu, po których udaremnieniu puczysta jeździ sobie swobodnie po kraju.
Autor jest dziennikarzem TV Biełsat