W nocy z 16 na 17 września, dokładnie o godzinie trzeciej, wiceminister spraw zagranicznych czerwonej Rosji – w komunistycznej nomenklaturze zastępca komisarza ludowego ds. zagranicznych – Władimir Potiomkin (tak, tak, to to samo nazwisko, co znanego współpracownika i faworyta carycy Katarzyny: biała Rosja ustąpiła czerwonej Rosji, ale nazwiska były te same) próbował przekazać ambasadorowi polskiemu w Moskwie Wacławowi Grzybowskiemu notę dyplomatyczną, która miała poprzedzić zbrojny atak na nasz kraj. Grzybowski tej noty nie przyjął.
Wiek XVIII czy XX – preteksty do napaści te same
W nocie tej zawarto kłamstwo o rzekomym rozpadzie państwa polskiego. Była też mowa o „ucieczce” rządu RP z terytorium Rzeczypospolitej oraz o… konieczności ochrony mienia i życia (sic!) zamieszkałych na Kresach Wschodnich RP Ukraińców i Białorusinów. W nocie znalazło się też stwierdzenie o, ni mniej ni więcej, uwalnianiu „ludu polskiego” od wojny. Cóż, ubrał się diabeł w ornat i na mszę ogonem dzwoni. Był to ze strony Moskwy szczyt hipokryzji, jakich mało. Związek Sowiecki napada zbrojnie na Polskę, ale oficjalnie ogłasza, że chce polski „lud”, a więc Polaków, chronić przed wojną, którą sam sprokurował.
Jako historykowi przypomina mi się sytuacja z końca XVIII w., gdy carska Rosja, uzasadniając pierwszy rozbiór Polski (1772), deklarowała, że czyni to w obronie... mniejszości religijnych żyjących na terytorium Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Politycznym skutkiem owej skandalicznej i pełnej kłamstw noty (ostatecznie Sowieci wysłali ją poranną pocztą do ambasady) był fakt, że Kreml uznał wszystkie układy zawarte wcześniej z naszym państwem, w tym m.in. traktat ryski z 1921 r. oraz pakt o nieagresji z 1932 r., za nieobowiązujące, bo zawarte z… nieistniejącym państwem.
Czwarty rozbiór i pseudosojusznicy
Swoistą metaforą tej wspólnej napaści na Polskę z dwóch stron i – jak to później określono – czwartego rozbioru Polski było to, co wydarzyło się osiem godzin po spotkaniu polskiego ambasadora z sowieckim urzędnikiem w Moskwie – tyle że już w Warszawie. Około godz. 11 na skutek ostrzału niemieckiej artylerii zapalił się Zamek Królewski...
Znacznie bliżej niż stolica terenów, na które wjeżdżały sowieckie czołgi i tankietki, był – dziś graniczny – Terespol, gdzie właśnie tego dnia, 17 września, polowa żandarmeria Wehrmachtu zamordowała (!) ok. 60 polskich jeńców. Jako historyk przypomnę uparcie forsowane mity o rzekomo rycerskim Wehrmachcie, który owszem, toczył wojnę z Wojskiem Polskim, ale broń Boże nie torturował, nie zabijał ludności cywilnej ani jeńców itd. Fakty historyczne przeczą tej niemieckiej propagandzie, znajdującej czasem w Polsce życzliwych komentatorów (za ile? po co?)
Wróćmy do drugiego okupanta: prezydent RP Ignacy Mościcki, naczelny wódz i marszałek Polski Edward Śmigły-Rydz oraz premier Felicjan Sławoj-Składkowski wraz z całym rządem po tym, jak pozyskali informacje o zbliżaniu się czołgów sowieckich do miasta Śniatyń na Kresach, w późnych godzinach wieczornych 17 września 1939 r. podjęli decyzję o przekroczeniu granicy polsko-rumuńskiej. Chodziło o przeniesienie siedziby władz polskiego państwa do Francji – sojusznika Polski.
Mieliśmy przed II wojną światową świetne relacje dwustronne z Bukaresztem – mimo naszych bliskich stosunków z Budapesztem! – i wspólnie ustaliliśmy, że Rumunia swobodnie przepuści polskie władze oraz żołnierzy WP wraz z kadrą dowódczą. Tymczasem, wbrew wcześniejszym umowom, prezydent, premier i Rada Ministrów zostali internowani przez Rumunów. Stało się tak pod naciskiem obu okupantów: sowieckiego i niemieckiego, a także, niestety, Francji, która uważała, że nowy polski rząd na emigracji, już bez sanacji, będzie bardziej profrancuski i stanie się wygodniejszym partnerem dla Paryża.
Tegoż 17 września polskie siły wycofują się z twierdzy brzeskiej, która pada łupem Niemców.
Nie sądźmy, że 17 września to data, która musi się kojarzyć wyłącznie z agresją Sowietów na odrodzone po przeszło 12 dekadach niewoli państwo polskie. Wycierpieliśmy również w tym dniu sporo od Niemców. I tak rok po napaści Związku Sowieckiego, 17 września 1940 r., 300 Polaków, więźniów osławionego niemieckiego więzienia na Pawiaku, zostało rozstrzelanych w Palmirach. W tych samych Palmirach, w których zginęli mistrz olimpijski w biegu na 10 km z igrzysk w Los Angeles w 1932 r., legendarny Janusz Kusociński, i były marszałek sejmu Maciej Rataj.
Dwa lata później, 17 września 1942 r., Niemcy wywieźli ok. 2300 polskich Żydów z Sokala (Kresy Wschodnie RP) do obozu śmierci w Bełżcu, przy czym 160 osób od razu zabito na miejscu.
Data nie tylko tragiczna?
Jednakże w polskiej historii data ta – 17 września – kojarzyć się powinna także z wieloma innymi, wcześniejszymi wydarzeniami. I tak 17 września 1374 r. polska szlachta otrzymała tzw. przywilej koszycki z rąk króla Ludwika Węgierskiego.
Kolejny król Polski, a jednocześnie już wielki książę litewski Kazimierz Jagiellończyk tegoż dnia w 1446 r. podpisał akt, który regulował na zasadzie równorzędności stosunki Korony i Wielkiego Księstwa. 16 lat potem, 17 września 1462 r., Polacy pokonują Krzyżaków w bitwie pod Świecinem w ramach wojny trzydziestoletniej.
Data ta jest też szczególna w historii dwóch polskich miast, przy czym jedno z nich nie leży już w granicach Rzeczypospolitej. W 1590 r. król Zygmunt III Waza (ten sam, który przeniósł stolicę z Krakowa do Warszawy) nadał prawa miejskie i herb Lidzie. Przed laty byłem w tym mieście na dawnych Kresach Wschodnich RP, gdzie wciąż Polacy, a nie Białorusini, stanowią większość.
Jest to jednak też dla historii Krakowa data niebagatelna: 17 września 1884 r. prezydentem tego królewskiego grodu został Feliks Szlachtowski. Ten absolwent Uniwersytetu Lwowskiego i jego doktor był później profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. To za jego czasów wybudowano Teatr Miejski – dziś Teatr im. Juliusza Słowackiego, zbudowano Collegium Novum UJ, a także Pocztę Główną oraz otwarto park miejski im. dr. Henryka Jordana. Sprowadzono także na Wawel prochy Adama Mickiewicza.
Wróćmy jeszcze do agresji Związku Sowieckiego na Polskę 17 września 1939 r. Formacją, która bohatersko broniła granic II Rzeczypospolitej, był Korpus Ochrony Pogranicza (KOP) – dziś jego kontynuatorem jest Straż Graniczna. Polskie władze, które właśnie 17 września 1924 r. utworzyły KOP, na pewno nie myślały, że 15 lat później formacja ta złoży tak wielką ofiarę krwi na ołtarzu ojczyzny...
W tym roku mija 81 lat od sowieckiej agresji na Polskę, stanowiącej wypełnienie "tajnego protokołu dodatkowego" podpisanego przez szefów dyplomacji III Rzeszy i ZSRS - Joachima von Ribbentropa i Wiaczesława Mołotowa. Aby nie zapomniano o zdradzieckim "nożu" wbitym w plecy broniącej się Rzeczypospolitej, spotkajmy się pod rosyjską Ambasadą w Warszawie w przeddzień rocznicy napaści. Nie może Cię tam zabraknąć! Środa, 16 września, godz. 19.00, ul. Belwederska 49 - zapraszamy na manifestację!
[polecam:https://niezalezna.pl/351680-nie-zapomnimy-o-nozu-w-plecy-wbitym-broniacej-sie-polsce-przyjdz-na-manifestacje-pod-ambasade-rosji