Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Dawid Wildstein
09.02.2026 14:00

Czarzasty na wojnie z USA, czyli Rosja już tu jest

Rosja już tu jest – czy Czytelnicy pamiętają ten groteskowy cytat z gen. Pytla, gdy atakował on rządy PiS? Okazuje się jednak, że jego treść idealnie pasuje do Polski pod władzą Donalda Tuska. Pokazują to ujawnione przez Piotra Nisztora kontakty Włodzimierza Czarzastego z elitą Sankt Petersburga i niedawna informacja, że z powodu kuriozalnych wypowiedzi marszałka Sejmu USA zrywają z nim jakiekolwiek kontakty.

Gdyby spojrzeć na to chłodnym okiem, ujawnione przez Republikę informacje powinny zmieść marszałka Sejmu z planszy polskiej polityki. Sytuacja jest przecież nie do obrony. Okazuje się, że w momencie wyjątkowo napiętej sytuacji geopolitycznej, ogromnego zagrożenia ze strony Rosji, człowiek na tak eksponowanym stanowisku jak Włodzimierz Czarzasty nie został prześwietlony przez polskie służby. 

Aktywa obcego państwa? 

Trudno o większy obraz nędzy i rozpaczy, jakie stały się udziałem naszego państwa za rządów „uśmiechniętego” populizmu. Trwa bezpośrednio zagrażająca nam agresja Władimira Putina na Ukrainę; naszą granicę raz za razem, przy bezradności naszych służb, przekraczają obiekty z Biało­rusi; trwa oczywista rekonstrukcja układu sił w naszym regionie. Tymczasem marszałek Sejmu – człowiek, który gdyby, odpukać, coś się stało Karolowi Nawrockiemu, zająłby jego miejsce – nie został objęty rudymentarną procedurą, którą musi przejść każdy, kto pełni ważniejsze funkcje w państwie. 

Zaznaczmy wyraźnie, że ankieta, której nie wypełnił Czarzasty, to nie jakiś biurokratyczny wymysł. To jedna z najważniejszych procedur, które pozwalają naszym służbom określić, czy dany kandydat nie jest aby aktywem obcego nam państwa (lub może być podatny na „haki”). 

Co więcej, mówimy tu o Czarzastym, czyli o człowieku wywodzącym się z formacji, która swego czasu była po prostu wypustką wrogiego nam, czerwonego totalitaryzmu – tym bardziej powinien być tego typu procedurami objęty. 

Dziennikarskie śledztwo Piotra Nisztora, pokazujące obecne kontakty Czarzastego, jeży włos na głowie. Podsumujmy je krótko. Żona marszałka zasiada w zarządzie Muzy SA, której jedną ze spółek córek jest PDK – w jej władzach, do 2019 r., widniał Czarzasty, a został zastąpiony przez Swietłanę Czestnych (Svetlana Chestnykh). Kim jest ta kobieta? To członkini elity Sankt Petersburga, środowiska będącego zapleczem Putina. 

Swietłana jest Rosjanką i ma obywatelstwo Federacji Rosyjskiej, zaś zawodowo i finansowo jest związana z ludźmi, którzy stanowią najbliższe zaplecze rosyjskiego dyktatora i śmiertelnego wroga Polski. Nie trzeba więc specjalnej błyskotliwości, żeby zrozumieć, czemu marszałek Sejmu nie zdecydował się wypełnić ankiety bezpieczeństwa. Pierwsze bowiem, co musiałby w niej ujawnić, to właśnie bliskie kontakty swoje i swojej rodziny z ową personą. To już jest dla niego dyskwalifikujące, przy i tak optymistycznym założeniu, że to jedyne, co chciał ukryć Czarzasty. 

Bezczelna pewność siebie 

Jednym z uderzających aspektów opisywanej tu sytuacji jest bezczelność marszałka. Czarzasty miał, jak widać, pełne poczucie bezkarności. Musiał wiedzieć, że sprawa prędzej czy później wyjdzie. Ale uważał, że ujdzie mu to na sucho. Że nieważne jest, jak bardzo może być umoczony, jak kompromitujące ma kontakty – jeśli będzie wiernym cynglem Donalda Tuska, jego chłopcem na posyłki, służącym do brudnej robot, to nic mu się nie stanie. Że jeśli spełni te warunki, to premierowi nie będą przeszkadzać nawet kontakty ze środowiskiem Putina. 

Niestety, Czarzasty się nie mylił. To, co teraz obserwujemy, pokazuje wyraźnie, że Tusk nie chce stracić swojego człowieka. 

Groteskowość mediów na pasku władzy jest tak duża, że są one gotowe opisywać tego miernego, czerwonego aparatczyka, jakim jest marszałek Sejmu, jako dobro narodowe, takie, które warte jest nawet zerwania stosunków z USA. Sam zaś Czarzasty wręcz afiszuje się ze swoją bezczelnością i z pewnością siebie. Co bowiem robi, gdy postawione zostają mu tak poważne zarzuty? Zamiast się tłumaczyć, decyduje się na atak.

Odpowiada agresją, a także zwyczajnym chamstwem i uderza w prezydenta Karola Nawrockiego, proponując, by „zająć się nim” na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Konkretniej – jego rzekomymi związkami ze środowiskiem przestępczym, gdy Nawrocki miał… 19 lat. 

Czarzasty odwołuje się do rewelacji Onetu. Przypomnijmy więc, że portal ten opublikował kuriozalny artykuł, niedochowujący żadnych dziennikarskich standardów i oparty na insynuacjach, następnie zaś obiecał kolejne, które miały potwierdzić zawarte w nim rewelacje, ale te nigdy już nie powstały. 

Drugim „źródłem” marszałka jest sam Tusk, który swoje mądrości oparł na słowach patocelebryty, klauna, nałogowego kłamcy i hejtera z zaburzeniami psychicznymi Jacka Murańskiego. Patrząc na cyrk, jakim stała się obecna rzeczywistość, kto wie, czy Czarzasty nie zaprosi tej, cytując samego premiera, „postaci znanej” na posiedzenie RBN. Zresztą nawet gdyby oskarżenia Onetu, Murańskiego i Tuska były prawdą (a nie są), to jak można je porównywać z obecnymi relacjami Czarzastego z zapleczem środowiskowym najgroźniejszego wroga Polski, dyktatora państwa, które atakuje nas hybrydowo i dokonuje aktów sabotażu? 

Putin zachwycony 

Reakcja Czarzastego uwypukla, jak jest pewny siebie, ale także to, w jakie odmęty zdziecinnienia, głupoty i populizmu stoczyła się polska polityka. Przecież ta władza nawet nie udaje, że naprawdę chce badać jakieś „związki”, że wierzy w swoją propagandę. 

W końcu jeszcze tydzień temu owe „niebezpieczne kontakty” Nawrockiego nikogo w RBN nie interesowały. Uśmiechnięty populizm ostentacyjnie pokazuje, że chodzi tylko o to, iż potrafi oddać. Jak w podstawówce – skoro wy tak, to my już wam pokażemy. Ten infantylizm byłby nawet zabawny, gdyby ci ludzie nie rządzili naszym państwem, i to w tak niebezpiecznym dla nas momencie dziejowym. 
Jednak w całej tej grotesce jest jeszcze jeden, niestety dużo groźniejszy, element. Przecież Czarzasty to tylko kolejny dodatek do korowodu ludzi umoczonych w relacje z Putinem, jego środowiskami i służbami. W salonach obecnej władzy brylują obecnie najlepsi przyjaciele Pabla Gonzaleza vel Pawła Rubcowa, osoby biorące udział w hybrydowym ataku Putina na polską granicę i współpracujące z kontrolowanymi przez Łukaszenkę mafiami przerzucającymi migrantów. 

W służbach działają osoby przez lata współpracujące z GRU i KGB, odpowiedzialne za oddanie materiałów polskich służb w ręce Rosjan (warto przy tej okazji pamiętać, że Rubcow vel Gonzalez też dostał od ABW prezent w postaci wglądu w to, w jaki sposób go rozpracowano). W liberalnych mediach za autorytety robią ludzie WSI – organizacji, której członkowie z dumą opowiadali o swojej lojalności względem Moskwy i podległości pod wspomniane już GRU. 

Do pewnego stopnia Tusk i jego media wygrały socjotechniczną, wręcz agenturalną operację zniszczenia samego znaczenia terminu „rosyjskie wpływy”. W tej upiornej i infantylnej propagandzie na koniec dnia okazuje się, że aktywem Putina nie jest ten, kto zadaje się z rosyjskimi służbami, ma intensywne relacje ze środowiskiem moskiewskiego dyktatora czy wręcz brał udział w rosyjskim, hybrydowym ataku na nasz kraj. Za to będzie nim ten, kto krytykuje Tuska i sprzeciwia się ideom eurokratów. 

To pokazuje, jak głęboki jest zamęt semantyczny, który zdołał zainfekować debatę publiczną. Putin musi być z tym zachwycony.
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane