Premier tymczasem kolejny raz milczy, tym razem w chwili, gdy media i obywatele żyją sprawą kolejnych militarnych szczątków, które przyleciały do nas znad Ukrainy. Kwestie sprzętowe zostawiam fachowcom, ale nie mogę odmówić sobie komentarza politycznego. Gdy rządziło PiS, w takich sytuacjach opozycja i jej media kreowały atmosferę paniki, wzywając do natychmiastowych dymisji i krzycząc o kompromitacji, zagrożeniu i wszystkim, co może podbijać atmosferę w kraju, graniczącym z terenami objętymi wojną. Po zmianie władzy narracja zmieniła się o 180 stopni, nie zmieniło się natomiast to, że czasem coś nad nami przeleci i się u nas rozbije, co gorsza też czasem coś się nam zgubi lub spali. I co? I nic, poza złośliwymi internautami, którzy wyciągają stare cytaty, dyskusja jest nad wyraz oszczędna. Podobnie zresztą, jak działanie państwa. Można zresztą odnieść wrażenie, że dla jego instytucji zagrożeniem większym, niż dolatujące do nas tajemnicze elementy uzbrojenia to zagrożenie mniejsze niż Sławomir Cenckiewicz w BBN. Na walkę z historykiem, stojącym u boku Karola Nawrockiego poświęca się zdecydowanie większe siły niż na ustalanie, co na nas spadło i co zrobić, żeby nie spadało więcej.
Premiera nie ma, ponieważ lubi wypoczynek, a nie lubi kłopotów. Tych jest coraz więcej, zarówno w samej polityce, gdzie mimo pomocy mediów coraz trudniej poradzić sobie z Nawrockim, nie mówiąc już o kwestii KPO czy relacjach z koalicjantami; jak i w badaniach opinii publicznej. Na dziś zapowiedziano kolejny bardzo niekorzystny dla rządzących sondaż, ale nawet nie znając go jeszcze, możemy domyślić się, co nam pokaże. Ostanie badania wskazują, że liczna zwolenników rządu spada w okolice 23 %, podczas gdy przeciwników jest już ponad połowa. To fatalny wynik, bliski tych, z jakimi borykają się rządy kończące po kilku latach pracę w ogromnej niesławie, jak gabinety Millera czy Belki. Ale przecież Tusk premierem jest dopiero półtora roku, co potwierdza towarzyszące mu od początku prognozy, mówiące o wyjątkowo szybkim zużywaniu się tego rządu. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że rząd Donalda Tuska upadnie szybciej niż ciągnięte przez niego na do gospodarka i państwo.