Donald Trump mówi publicznie, że bardzo zawiódł się na Sojuszu, a równocześnie finansowany przez niemiecki rząd wpływowy ośrodek analityczny Stiftung Wissenschaft und Politik (SWP) publikuje obszerną analizę, w której stwierdza, że lepiej jest prowadzić politykę bezpieczeństwa „bez Waszyngtonu”, a Unii pozostaje już tylko niemieckie przywództwo strategiczne. Polakom pozostają w tej sytuacji rozwaga i ostrożność. Amerykanom można sugerować, że „nec Hercules contra plures” – nawet oni nie mogą wszystkiego zrobić sami. Niemcom trzeba mówić, że nie mają mandatu, ani politycznego, ani moralnego, do przewodzenia Europie. Samemu zaś dobrze jest prowadzić politykę elastyczną – może na ewentualnej redukcji obecności US Army w Niemczech skorzysta ktoś inny?
Co dalej z NATO?
„Kryzys” to z języka greckiego „rozdroże”. Nie tyle wyrok, ile dylemat. Przed takim właśnie dylematem stoi dziś NATO. Z jednej strony, nie ukrywajmy, mamy bardzo ryzykowne i niepopularne w Europie działania administracji Donalda Trumpa na Bliskim Wschodzie, z drugiej rosnące ambicje polityczne Berlina.