Podczas trzygodzinnego przesłuchania powiedział jednak dużo więcej ciekawych rzeczy. Jednocześnie nie tylko potwierdził to, co napisałem w swoich tekstach, ale wręcz krytykował mnie, że szukałem dotyczących go materiałów w różnych źródłach. Miał także pretensje, że wydźwięk moich tekstów był negatywny. Zapomniał – przyzwyczajony do oklasków i głaskania ze strony członków związkowej komisji ds. mediów – na czym polega rzetelna dziennikarska robota. To nie zaskakuje, zważywszy na fakt, że byłem jedynym dziennikarzem, który od jesieni 2012 r. śmiał zapytać o szczegóły umowy z firmą, kierowaną przez Placzyńskiego.
Boniek w sądzie przyznał mi rację
Zbigniew Boniek, prezes PZPN, w ostatni poniedziałek składał jako strona zeznania w sprawie cywilnej, jaką wytoczył mi za artykuły, które ukazały się na łamach „Gazety Polskiej”. Pewnie pierwszy raz musiał publicznie opowiadać m.in. o współpracy kierowanego przez siebie związku ze spółką Mikrotel (należącą do jego brata i bratanka), a także o relacjach z Andrzejem Placzyńskim, byłym funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa.