A przecież choćby szef dyplomacji Stolicy Apostolskiej pod koniec maja, tuż przed wydaniem takiej zgody, ostrzegał, że „powinno to niepokoić każdą osobę, która ma w sercu losy naszego świata”, i że „to mogłoby doprowadzić do eskalacji, której nikt nie byłby w stanie kontrolować”. Szkoda, że Watykan nie wyraża takiego zaniepokojenia losem mieszkańców Charkowa, w tym dzieci, ostrzeliwanych z Rosji każdego dnia, zabijanych i kaleczonych. Tak czy inaczej widać, że Rosja jest zbyt słaba, żeby wyznaczać jakieś „czerwone linie”.
Ukraińcy mogą uderzać zachodnimi pociskami i nie doprowadzi to do żadnej eskalacji, wprost przeciwnie – do deeskalacji, ponieważ osłabły już rosyjskie ataki w obwodzie charkowskim, a według niektórych doniesień Ukraińcy zaczynają wypierać stamtąd okupantów.