Było wiele powodów, by beatyfikację przełożyć o np. 50 lat. Odważna decyzja Benedykta XVI była miażdżąca dla komunistów z Polski. Akt beatyfikacji oznaczał uznanie śmierci księdza za męczeństwo w rozumieniu teologicznym – śmierć zadaną z nienawiści do wiary. PRL zabiła męczennika, jak ci, co zabili św. Wojciecha. 6 czerwca 2010 r. msza beatyfikacyjna z udziałem 150 tys. wiernych odbyła się na pl. Piłsudskiego, gdzie niegdyś Jan Paweł II wzywał, by Duch odnowił oblicze tej ziemi. A my byliśmy jako naród w stanie totalnego rozkładu po zbrodni smoleńskiej, trwały koszmarne sceny pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Dostaliśmy znak, jakiego bardzo potrzebowaliśmy, choć niewielu potrafiło go odczytać… Za to Polska dziękuje dziś Benedyktowi XVI. A ks. Jerzy może dziękować mu już osobiście.