To kardynał Wyszyński doprowadził do tego, że mimo ogromnej akcji represji, wbrew potężnemu aparatowi komunistycznego terroru Kościół przetrwał i stał się silniejszy, bo zahartowany w boju, niż był przed wojną. Prymas rozumiał, kiedy trzeba zawrzeć kompromis, a kiedy twardo powiedzieć: „Non possumus”. Był przez to nie tylko wielkim duchownym, lecz także mężem stanu – nazywano go ostatnim interreksem i rzeczywiście symbolizował tę Polskę niepodległą, do której wszyscy tęsknili, a która skończyła się wraz z atakiem Niemców i Sowietów w 1939 r. Pozostał nam po niej Kościół i „Niekoronowany Król Polski”, jakim był kardynał Stefan Wyszyński. Później, gdy odszedł, jego głosu bardzo nam brakowało, zarówno w Kościele, jak i państwie – głosu człowieka, który potrafił ważyć racje i zawsze działał wyłącznie z myślą o dobru Kościoła i Polski.
Beatyfikacja ostatniego interreksa
Beatyfikacja prymasa Stefana Wyszyńskiego jest wielkim wydarzeniem dla Kościoła i Polski. Również dla mnie osobiście i wielu ludzi z mojego pokolenia. Kiedy zaczynaliśmy obserwować rzeczywistość polityczną, kończyła się era tego wielkiego człowieka, bez którego nie byłoby przetrwania polskiego Kościoła, nie byłoby Solidarności i upadku komunizmu.