To tak, jakby wykupił byłemu prezydentowi bilet na autostradę – jeszcze nie do Białego Domu, ale do nominacji obozu amerykańskiej opozycji. To znacząca decyzja polityka, który przed uruchomieniem przez demokratów nawałnicy sądowo- prokuratorskiej przeciwko Trumpowi był... liderem sondażowym! Ludzie Joego Bidena, przystępując do huraganowego ataku na Trumpa, kalkulowali, poniekąd słusznie, że jeśli w pierwszy wtorek listopada 2024 r. Biden spotkałby się z DeSantisem, toby przegrał.
Tymczasem według ówczesnych pomiarów Biden mógł wygrać tylko z jednym kandydatem republikanów, czyli właśnie Trumpem. A jednak od tego czasu sympatie Amerykanów się zmieniły. Jankesi mieli dosyć używania wymiaru sprawiedliwości i mediów do walki politycznej i wahadło nastrojów społecznych przesunęło się w kierunku republikanina.
Demokraci nie zdecydowali się na razie na wystawienie innego kandydata niż Biden. Nie skorzystali z oczywistej alternatywy w postaci Michelle Obamy i wydają się na wyborczej równi pochyłej. Chyba że kruczkami prawnymi wyeliminują Trumpa. Taką próbę podjęły dwa stany: Colorado i Maine. A tymczasem notowania byłego prezydenta USArosną.