Prawda na szalach propagandy
W latach 90. XX w. dość powszechne było przeciwstawianie „obiektywnych” mediów liberalnych „stronniczym” środkom przekazu związanym z prawicą.
Tuż przed Wielkanocą w mediach pojawiła się informacja, która przeszła bez większego echa. Oto „Rzeczpospolita” podała, że Konrad M., twórca i lider KOD-kapeli, jest oskarżony o handel kobietami i czerpanie z tego korzyści majątkowych. Przypomnę, że KOD-kapela to zespół muzyczny, który gra i śpiewa podczas ważnych wydarzeń organizowanych przez Komitet Obrony Demokracji. Założyciel KOD-owskiej grupy muzycznej został oskarżony o założenie lub kierowanie zorganizowaną grupą albo związkiem przestępczym. Pozostałe zarzuty obejmują ograniczania wolności innych ludzi i czerpanie korzyści z sutenerstwa. Zdaniem prokuratury Konrad M. i jego koledzy wykorzystywali złą sytuację materialną Polek do handlu żywym towarem: werbowali je do zwykłej pracy, a później przekazywali do nocnych lokali we Włoszech i w Grecji. Mam już pomysł na nazwę dla KOD-owskiej kapeli, ale przed zapadnięciem wyroku w tej sprawie nie podzielę się nią z Państwem.
Handel ludźmi, przemoc domowa
Co ciekawe, sprawa, choć niejawna, toczy się przed sądem od sześciu lat – naprawdę nikt w KOD-zie o niej nie wiedział? Przecież to środowisko na nieco wyższych szczeblach organizacyjno-decyzyjnych jest mocno ze sobą związane – także towarzysko. Obrona demokracji i handel zdesperowanymi ubogimi kobietami – wydawać by się mogło, że taki miszmasz zbulwersuje szczególnie lewicowe i liberalne media, dla których PiS jest solą w oku, ale – no cóż – jakoś niezbyt są zainteresowane podchwyceniem tematu. Ktoś powie: „w KOD-zie mają tak duży bałagan nie tylko z fakturami, że i to mogło im umknąć”. Chciałbym wierzyć w tę wersję wydarzeń, doprawdy, chciałbym w nią wierzyć. Tak czy inaczej zaprzyjaźnione z KOD-em środki przekazu postanowiły nie nadawać sprawie medialnego toku… Także środowiska lewicowe nie podjęły jakoś specjalnie tego tematu. Choć podejrzewam, że gdyby podobne prokuratorskie czy w ogóle publiczne oskarżenia skierowano wobec osoby związanej z PiS-em, rzecz byłaby już mocno nagłośniona. Czy zarzucam lewicy i liberałom stronniczość? W tej sprawie zdecydowanie jak najbardziej.
W Święta Wielkanocne na portalu YouTube znalazło się również nagranie dźwiękowe zamieszczone przez Karolinę Piasecką, żonę Rafała Piaseckiego, bydgoskiego radnego do niedawna związanego z Prawem i Sprawiedliwością (radny rozstał się z PiS-em, gdy sprawa ujrzała światło dzienne). Rajca, który do niedawna swoimi publicznymi wypowiedziami usilnie budował wizerunek nieskazitelnego katolickiego moralisty, zamilkł. Pewnie dlatego, że materiał ujawnia skandaliczną przemoc, jaką stosował wobec żony. W tym względzie – zresztą słusznie – media okazały znaczne zainteresowanie, a na portalach społecznościowych zawrzało. Kilka dni wcześniej pani Piasecka – co także zasługuje na uwagę – wystąpiła w TVP w programie „Pytanie na śniadanie”, w którym opowiedziała o swojej wieloletniej gehennie. To o tyle interesujące, że według krytyków telewizji publicznej taka sytuacja nie miała prawa się zdarzyć: żona radnego związanego wcześniej z PiS-em oskarża go w telewizji publicznej? To nie pasuje do schematu, więc liberalna i lewicowa część opinii publicznej nawet się o tym nie zająknęła.
Nic nie widzą, nic nie słyszą
W rzeczywistości takiej jak nasza, mocno podzielonej ideologicznie i politycznie, pewne historie, negatywne zjawiska, ich bohaterowie stają się tematami dla środków przekazu lub są wygaszane medialnie w zależności od sympatii i antypatii liczących się aktorów debaty publicznej. To prawdziwy dramat, ponieważ nawet dążenie do prawdy staje się elementem gier ideologicznych, czyli de facto zostaje unieważnione. Staram się w swojej publicystyce wracać do tych trudnych spraw: całkiem niedawno o przemocy domowej pisałem dla „Codziennej” („System szwankuje kosztem najsłabszych”). Z kolei w październiku obchodziliśmy Europejski Dzień Przeciw Handlowi Ludźmi. I także zajmowałem się tą kwestią z obywatelskiego i publicystycznego obowiązku.
Zresztą wówczas liberalne/lewicowe media znalazły czas, by mówić o tym skandalicznym globalnym problemie, który ma także swój polski przygnębiający rozdział. Jednak gdy temat właśnie wrócił w bardzo konkretnej odsłonie, z konkretnym podejrzanym – okazał się mało interesujący. Liberalne media, na ogół tak wyczulone w kwestii łamania praw człowieka, nie podniosły rejwachu, gdy się okazało, że lider KOD-kapeli ma zarzuty w sprawie handlu kobietami. A przecież to właśnie one tak chętnie podkreślają, że prawica i Kościół podtrzymują tabu wokół negatywnych zjawisk społecznych. Najwidoczniej liberałom przepadła świetna okazja, by pokazać troskę o standardy – w sprawach dotyczących zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Gdzie te gromy z liberalno-medialnego nieba na powiązanego z KOD-em człowieka, który ma prokuratorskie zarzuty dotyczące handlu ludźmi?
Medialne pole bitwy
Ktoś powie, że chyba jestem naiwny, skoro wierzę, że media antypisu w konsekwentny, mocny sposób podejmą taki temat. Jednak uważam, że właśnie taka wprost wypowiedziana „naiwność” świetnie obnaża hipokryzję tego środowiska, mechanizmy, według których od zawsze uprawiało ono strategię medialnej (dez)informacji i w znaczącym stopniu decydowało o dystrybucji opinii i informacji. Przecież to schemat znany jeszcze z lat 90. XX w., gdy dopiero rodził się medialny establishment III RP. Dziś ta dysproporcja w wojnie informacyjnej została już chyba na dobre przełamana: media, które same chętnie podkreślają swój liberalny, europejski, nowoczesny kulturowo charakter, nie mają już takiej przewagi – po części zgubiła je pycha, po części najnowsze trendy technologiczno-informacyjne związane z rozkwitem mediów społecznościowych.
Dodajmy jeszcze jedno. Całkiem sporo odbiorców mediów liberalnych i lewicowych, którzy uwielbiają podkreślać, jak bardzo są otwarci na rzeczywistość, jak bardzo są tolerancyjni, zakłada sobie blokady na niewygodne informacje, które powodowałyby zbytni dysonans poznawczy. Jak inaczej zrozumieć fakt, że tak bulwersująca informacja o liderze KOD-kapeli nie wzbudziła ich większego zainteresowania? I to w sytuacji, gdy nie umknął im bydgoski radny? Czy handel ludźmi jest mniej przerażający i niemoralny niż przemoc domowa? Śmiem wątpić – handel ludźmi, który wiąże się z niewolnictwem i czerpaniem korzyści z niewolnictwa, to przecież rzecz obrzydliwa, urągająca wszystkiemu, co uważamy dziś za cywilizacyjny standard w relacjach międzyludzkich.
Szczególnie młodsze roczniki Polek i Polaków nie wierzą już w prosty świat, według którego po jednej stronie stali arbitrzy elegancji reprezentujący piękny i dobry liberalny świat, po drugiej – stronnicze oszołomy. Rzeczywistość nigdy nie była tak prosta. A dziś łatwiej niż kiedykolwiek na własne oczy można zobaczyć, o czym, kiedy i dlaczego chce lub nie chce mówić medialny establishment.