Cienie PRL na reprywatyzacji
O wielu kwestiach, które od lat są zmorą Polaków, robi się głośno dopiero wówczas, gdy przytrafiają się także mieszkańcom Warszawy. Tak jest choćby w kwestii smogu.
W Krakowie wokół średniowiecznych kamienic i sposobu ich przejmowania przez rzekomych właścicieli i ich spadkobierców oraz pełnomocników od lat panuje zmowa milczenia. Krążą, co prawda, mityczne historie o kilkusetletnich Żydach, którzy przez swoich dalekich (młodych) krewnych odzyskiwali majątki na krakowskim Kazimierzu, czy o dziwacznych reprywatyzacjach w historycznym centrum miasta. Krążą nazwiska i kwoty. Mówi się o układzie polityczno-biznesowo-gangsterskim. Stowarzyszenia obrony lokatorów mówią zaś o co najmniej 600 kamienicach, których lokatorzy zgłaszają się o pomoc. Tymczasem dochodzą głosy, że Urząd Miasta Krakowa odmawia dostępu do informacji, ile budynków oddał w ręce prywatne. Jednak teraz może się to zmienić. Oto bowiem w połowie marca za krakowskie reprywatyzacje weźmie się siedmioosobowy zespół prokuratorów. Pracami pokieruje prokurator Barbara Jasińska. To ta prokurator, która w latach 90. prowadziła sprawy dotyczące wyłudzenia kamienic. Lustracja obejmie zwroty nieruchomości z lat 2005–2016. I tu pojawia się problem. Dlaczego śledczy mają zamiar zbadać tylko przypadki z ostatnich 11 lat? Te sprawy należy wyjaśnić od samego początku III RP. A nawet wcześniej. Jadwiga Tajchman, prezes Krakowskiej Grupy Inicjatywnej Obrony Praw Lokatorów, mieszka w kamienicy, której notarialny akt sprzedaży został sporządzony… 13 grudnia 1981 r., czyli w niedzielę stanu wojennego.