Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Bogdan Dobosz,
16.12.2016 20:30

Widmo bankructwa i czarne scenariusze

Włochy są na tyle ważnym elementem unijnej układanki, że sytuację w tym kraju stawia się na równi z brexitem, postępami Frontu Narodowego we Francji, sytuacją polityczną w Holandii czy niedawn

Włochy są na tyle ważnym elementem unijnej układanki, że sytuację w tym kraju stawia się na równi z brexitem, postępami Frontu Narodowego we Francji, sytuacją polityczną w Holandii czy niedawnymi wyborami w Austrii. Włochy są czwartą gospodarką strefy euro, w której jednak trwa permanentny kryzys. Od momentu wejścia do strefy euro PKB tego kraju zwinęło się o 1,4 proc., przy wzroście demograficznym 6,8 proc. Zadłużenie publiczne sięga 134 proc. PKB. Do tego dochodzi rozbuchana biurokracja, etatyzm, korupcja. Nic dziwnego, że liczba eurosceptyków doszła w tym kraju do 48 proc.

Nad Włochami wisi też widmo bankructwa ośmiu banków (400 mld euro niespłaconych kredytów). Szczególnie trudna sytuacja dotyczy trzeciego banku kraju – BMPS. Problemy ma też UniCredit, któremu z pewnością przydadzą się kapitały ze sprzedaży Polsce Pekao SA. Upadek włoskich banków mógłby otworzyć kryzys w całej Europie. Niezadowolenie budzi też sytuacja z migrantami. Włochy stały się „wyborem” dla wielu przybyszów z Afryki Północnej.

Referendum ogłoszone przez premiera Matteo Renziego w sprawie reformy i ograniczenia roli senatu technokraci prounijni odebrali jako błąd polityczny równy referendum brytyjskiemu. Do głosowania na „nie” wzywały zwłaszcza Liga Północna i Ruch 5 Gwiazd (M5S), założony przez komika Beppe Grillo. Ten ostatni uzyskuje w sondażach ok. 30 proc. poparcia, czyli tyle samo, co rządząca centrolewicowa Partia Demokratyczna. Zaufanie do M5S, który krytykuje i kpi ze wszystkich polityków, pokazuje stopień rozczarowania Włochów tradycyjnymi elitami. Odrzucenie w referendum propozycji Renziego (59,1 proc. na „nie”) było sukcesem ruchów eurosceptycznych.

Ustąpienie premiera otwierało dwa scenariusze. Pierwszy oznaczał przedterminowe wybory i niemal pewne zwycięstwo Ruchu 5 Gwiazd oraz możliwość utworzenia dość „pstrokatej” koalicji z Ligą Północną czy Forza Italia. Takiego rozwiązania bali się wszyscy. Wybrano więc scenariusz utworzenia rządu technicznego, który ma wszelkie szanse przetrwać do wyborów zapowiedzianych na rok 2018, zwłaszcza że prowizoryczne rozwiązania mają się we Włoszech wyjątkowo dobrze.

Renziego zastąpił na stanowisku premiera hrabia Paolo Gentiloni Silveri, dotychczasowy minister spraw zagranicznych, były socjalista przyznający się do katolicyzmu. Należał do założycieli i twórców skupiającej większość lewicowych ugrupowań Partii Demokratycznej i od początku blisko współpracował z Matteo Renzim. Nic dziwnego, że nowy gabinet nazywa się rządem Renzi-bis lub fotokopią poprzedników. Zresztą skład rządu nie uległ większym zmianom, a najważniejsza roszada dotyczy MSZ-etu, w którym nowego premiera Gentiloniego zastąpił dotychczasowy szef MSW Angelino Alfano. Pozornie nic się więc nie zmieniło.

Wybór rządu polityczno-technicznego oznacza jednak tylko przedłużanie jego agonii i funduje Włochom bardzo długą, niemal permanentną kampanię wyborczą, która może trwać 14 miesięcy. Ten rząd nie przeprowadzi żadnych reform, a najwyżej zajmie się przygotowaniem nowego prawa wyborczego, realizacją pomocy dla ofiar trzęsień ziemi czy ratowaniem banków. Powołanie Gentiloniego na premiera daje szansę na rok względnego spokoju we Włoszech, ale warto pamiętać, że sama Partia Demokratyczna jest wewnętrznie podzielona i słabnie, a czas pracuje dla partii eurosceptycznych. Początek roku 2018 może dla Włoch oznaczać kolejne trzęsienie ziemi, z tym że już polityczne.

Autor jest publicystą „Głosu Katolickiego” (Voix Catholique) w Paryżu

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane