Kwestia koloru flagi
Obchody rocznicy kontraktowych wyborów z 4 czerwca 1989 r. przez tzw. Komitet Obrony Demokracji w sposób oczywisty przypominały mi obchody 1 maja z czasów komunizmu.
To, że obok biało-czerwonych flag tym razem nie było czerwonych, lecz niebieskie z gwiazdkami, nie miało żadnego znaczenia. Ramię w ramię w pochodzie szli Aleksander Kwaśniewski, wysokiej rangi działacz PZPR-u, i Bronisław Komorowski, protektor żołnierzy komunistycznej WSI. Miał im towarzyszyć i Lech Wałęsa, współpracownik Służby Bezpieczeństwa szczególnego znaczenia, lecz zrejterował. Sojusz trzech „byłych” najwymowniej pokazuje, o co chodzi w działaniach KOD-u. A nazwanie rocznicy 4 czerwca 1989 r. – kontraktowych wyborów, w których działacze PZPR-u musieli być wybrani do Sejmu – świętem wolności przypomina ponury żart. Naprawdę szkoda, że zabrakło pierwszego sekretarza KC PZPR Wojciecha Jaruzelskiego i ministra spraw wewnętrznych z 4 czerwca 1989 r. Czesława Kiszczaka. Mogliby machać do KOD-owców z trybuny honorowej. Z pewnością ze wszystkimi hasłami manifestantów by się zgodzili.