Lodowa góra łajdactwa
Żyłem już na tyle długo w tzw. III RP, że wydawało mi się, iż niewiele spraw jest mnie w stanie zaskoczyć. Myliłem się jednak.
Oczywiście z jednej strony czujemy się niewiarygodnie docenieni, że budziliśmy aż takie zainteresowanie byłego już premiera, ale z drugiej strony nie ma się z czego śmiać. Zastosowanie w wolnej ponoć Polsce metod rodem z czasów UB i SB, tym niebezpieczniejszych, że z użyciem najnowszych technologii, w stosunku do środowiska, które ośmieliło się walczyć o wolność w eterze i o prawdę o katastrofie smoleńskiej, to dowód na to, że zarówno sam Donald Tusk, jak i jego rządowi koledzy, to po prostu Sowieci. Żadne inne określenie na opisanie tego rodzaju mentalności jakoś nie przychodzi mi na myśl. „Niszcz prawdę i wołanie o wolność wszelkimi środkami” – to przewodnie hasło tamtej ekipy. A obawiam się, niestety, że odsłonięto tylko wierzchołek tej lodowej góry łajdactwa. Na szczęście Strefa Wolnego Słowa to nie Titanic i nie dała się zatopić. A prawda i tak zwycięża.