Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
16.05.2016 21:45

​Polscy Strzelcy Konni: „Ani z soli, ani z roli, jeno z tego, co ich boli”

Pisałem w „Codziennej” o polskich ułanach, a ostatnio o naszych szwoleżerach. Tym razem będzie o konnych pułkach strzelców. Mój Boże, jakież oni mieli żurawiejki!

Pisałem w „Codziennej” o polskich ułanach, a ostatnio o naszych szwoleżerach. Tym razem będzie o konnych pułkach strzelców. Mój Boże, jakież oni mieli żurawiejki! I dziś, po blisko wieku, wpadają w ucho bardziej niż pseudoprzeboje jakichś szarpidrutów.

Oto na przykład Pierwszy Pułk Strzelców Konnych stacjonujący w pobliżu Warszawy (dziś to okręg siedlecki) – w Garwolinie. Proporzec mieli dwukolorowy, zielono-czerwony. I śpiewali: „Jedzie strzelec z Garwolina / Dzielna postać, butna mina”. W kultowej już, ręcznie pisanej i rysowanej, książeczce J. Malewskiego „Żurawiejki” (Warszawa 1964) widać strzelca w rogatywce na karym koniu, jakby na defiladzie, na tle szpaleru drzew i oddalonych domków.

Pułk Strzelców Konnych był oddziałem kawalerii najpierw Armii Polskiej we Francji (1919), a następnie służył ojczyźnie już na terenie Polski. Po kampanii wrześniowej odtworzono go w ramach Związku Walki Zbrojnej w 1940 r.

Napoleońscy pułkownicy

Opowiadały o nim też i inne żurawiejki. Jedna była mało cenzuralna, choć wzorowana na słynnym wierszyku Władysława Bełzy „Kto Ty jesteś – Polak mały”. Brzmiała ona tak: „Gdzie Ty mieszkasz – w Garwolinie / Strzelcem jesteś – taki synie”. Oczywiście końcówkę śpiewano często inaczej niż „taki synie”, ale pozostawiam to domyślności Czytelników.

W pułku miała być nieproporcjonalnie duża liczba oficerów w stosunku do szeregowców, znalazło to więc wyraz w kolejnej żurawiejce: „Niedaleko od stolicy siedzą sami pułkownicy”. Ponieważ pułk miał charakter w pewnym sensie wszechpolski, bo służyli w nim oficerowie, podoficerowie i żołnierze z ziem do niedawna będących pod trzema zaborami, praktycznie z całej Rzeczypospolitej, zatem śpiewano: „Z całej Polski zbieranina – To są strzelcy z Garwolina!”. Inna żurawiejka odnosiła się do historii i genezy 1. PSK, czyli faktu, że powstał on na ziemi Napoleona Bonapartego (który skądinąd był nieoficjalnym patronem pułku) – stąd śpiewano dumnie: „Z Francji swój początek bierze – Spośród strzelców jest na przedzie”.

Pierwszym dowódcą pułku – zaledwie przez miesiąc: od października do listopada 1919, ale jednak – był pułkownik Tadeusz Sulimirski. Co do ostatniego, to zależy od uznania historyków. Gdy chodzi o regularną jednostkę Wojska Polskiego, to był nim do września 1939 r. rotmistrz Stanisław Łukaszewicz. Jeśli jednak brać pod uwagę odtworzenie 1. PSK w ramach ZWZ-AK, to byłby nim ppłk Karol Błasiński (1940-1944). Ciekawe, że w czasie kampanii wrześniowej pułk dowodzony był przez trzech dowódców: wspomnianego już Łukaszewicza, wcześniej przez pułkownika Stanisława Lewickiego, a potem przez majora Włodzimierza Białobłockiego. Ten ostatni był swoistym rekordzistą pułku, gdy chodzi o jego dowodzenie: szefował mu aż cztery razy (1937, a następnie trzykrotnie w 1939 r.). O sporych rotacjach kadrowych na tym stanowisku świadczy choćby to, że tylko w 1939 r. 1. PSK miał aż siedmiu dowódców!

Sztandar i zakonnice

Święto pułkowe przypadało 9 maja. Nieprzypadkowa to data: tego dnia w 1919 r. I grupa 4. Pułku Szwoleżerów funkcjonująca w składzie Błękitnej Armii niesłusznie dziś mało pamiętanego gen. Józefa Hallera przekroczyła granicę polsko-niemiecką (na stacji kolejowej Zbąszyń), by później rozlokować się pod Skierniewicami. Dowódcą grupy był wtedy francuski oficer, ale Polak, major Henryk Paweł de Baupuis.

Ciekawa historia wiąże się ze sztandarem pułku. Nadano go 4 maja 1924 r. w siedzibie pułku w Garwolinie w piątą rocznicę wyjazdu forpoczty późniejszego 1. PSK z Francji do Polski. Wręczał go prezydent Stanisław Wojciechowski. Po 12 latach w czasie manewrów po długotrwałej ulewie sztandar tak zafarbował, że był nie do poznania. W ścisłej tajemnicy wycięto najważniejsze fragmenty pierwotnego sztandaru i naszyto je na nowy – pierwszy wszak, pozbawiony haftów, zostawiono w muzeum pułkowym. Gdy po kolejnych trzech latach rozwiązano pułk – podczas wojny polsko-niemieckiej – pod Tomaszowem Lubelskim, sztandar zakopano w Lasach Janowskich. Nowego sztandaru nie odnaleziono, ale 28 lat po zakończeniu wojny w Garwolinie niespodzianie dotarto do starego sztandaru. Dzięki temu w 1974 r. podczas święta pułku zaprezentowano kopię sztandaru wykonaną przez… siostry zakonne z Poznania ze zgromadzenia Sacré-Cœur.

Strzelcy 1. PSK mieli czapki rogatywki z amarantowym otokiem i ciemnogranatowe spodnie z amarantowymi lampasami.

Pierwszy Pułk Strzelców Konnych zapisał się na kartach historii podczas wojny z bolszewikami, biorąc udział w wyprawie na Dryssę i szarżując pod Krasnem. Pod tym samym Krasnem, gdzie dzielnie walczył z Rosjanami 127 lat wcześniej 8 Pułk Szwoleżerów-Lansjerów (zwany też Pułkiem Ułanów Nadwiślańskich). Następnie bił się pod Michnicami w ramach polskiego przeciwnatarcia na Grodno. Potem musiał się cofać przed armią Tuchaczewskiego, aby w końcu wziąć udział w Bitwie Warszawskiej, walcząc 15 sierpnia 1920 r. pod Radzyminem. Potem, w ramach naszej ofensywy, osiągnął Ostrołękę, by następnie zostać przerzucony na linię Dniestru i zakończyć działania wojenne na Kresach Południowo-Wschodnich w okolicach Tarnopola i Szepietówki.

Po 19 latach, we wrześniu 1939 r., 1. PSK walczył jako część Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej i nacierał na Annopol, atakując tam Niemców, po tym jak przekroczyli Wisłę. Ostatnią bitwę stoczył właśnie pod Tomaszowem Lubelskim.

Odtworzony w ramach ZWZ-AK pułk stawał w Powstaniu Warszawskim (jako Dywizjon 1806) na Woli i na Starym Mieście w ramach Zgrupowania „Radosław”.

Okulary pod rogatywką

Drugi PSK stacjonował w Hrubieszowie i podlegał słynnej Wołyńskiej Brygadzie Kawalerii. Jego popisowa żurawiejka była następująca: „Cienki w pasie, tęga głowa – To są strzelcy z Hrubieszowa”. We wspomnianej już pracy Malewskiego 2. PSK ilustrowany jest rysunkiem żołnierza bez konia, ale z „ułańskimi”, nieco wykrzywionymi nogami, trzymającego w ręku biurową teczkę (sic!). Pod rogatywką widać... okulary. Proporzec miał prawie identyczny jak 1. PSK, czyli szmaragdowo-amarantowy, ale owe dwa kolory przedzielone były błękitnym czy też chabrowym paskiem. Jego strzelcy nosili identyczne rogatywki i spodnie jak towarzysze broni z 1. Pułku.

Zachowało się stosunkowo mało żurawiejek śpiewanych przez wojaków z 2. PSK. Jedna z nich z dumą głosiła: „Na podstawie słów bezstronnych – Górą nasz Pułk Strzelców Konnych”.

Szczególną kartę wojenną 2. PSK zapisał we wrześniu 1939 r. Razem z Wołyńską Brygadą Kawalerii był częścią Armii Łódź i odpierał huraganowe ataki niemieckich wojsk pancernych (!), starając się opóźnić ich natarcie w głąb Polski. Ale już 1 września wziął udział w bitwie pod Mokrą, atakując niemiecką IV Dywizję Pancerną. Do pułkowej historii szczególnie przeszedł „wypad na Kamieńsk”, gdy strzelcy zaskoczyli wroga nocnym atakiem, zabijając 100 Niemców i niszcząc kilkanaście czołgów i cystern.

Warto prześledzić, co stało się z obsadą dowódczą 2. PSK z września 1939 r. Aż pięciu oficerów zamordowali Rosjanie w Charkowie: adiutanta dowódcy – rotmistrza Adama Romana Sulimira, kwatermistrza – rotmistrza Bohdana Bogumiła Dobrzańskiego, dowódcę 1. plutonu 3. szwadronu – ppor. Wiktora Lorenza, dowódcę 1. plutonu 4. szwadronu – ppor. Ludwika Bronisława Szawarskiego oraz dowódcę szwadronu gospodarczego ppor. rez. Stefana Grabskiego. Ponadto zastępca dowódcy pułku major Włodzimierz Łączyński zginął z rąk Niemców we wrześniu 1944 r. jako więzień oflagu, kapelan ks. Józef Śliwa zmarł w październiku 1942 r. w niemieckim obozie śmierci w Dachau, podobnie jak dowódca plutonu kolarzy ppor. Józef Kotwica (w sierpniu 1944 r.). Z kolei dowódca 4. szwadronu por. Antoni Czernysiewicz zginął już w trzecim dniu wojny z Niemcami, dowódcą był zaledwie przez dziewięć dni.

2. PSK miał oficjalną pułkową odznakę w kształcie proporczyka oliwkowo-amarantowego z chabrowym paskiem i wyeksponowanym godłem Armii Polskiej we Francji.

Hrubieszowscy strzelcy mieli dwa sztandary. Oba wręczali im prezydenci, pierwszy (za czasów gen. Hallera) – prezydent Francji Raymond Poincaré w 1918 r., a drugi – prezydent Rzeczypospolitej Stanisław Wojciechowski w 1925 r.

Ciekawostką jest, że pierwszym dowódcą 2. PSK był pułkownik Aleksander Rudolph – ten sam, który rok później dowodził 1.PSK. W drugim pułku – w odróżnieniu od pierwszego – rotacja w dowództwie była minimalna. Przez okres II RP miał on zaledwie trzech dowódców – po płk. Rudolphie przez osiem lat dowodził ppłk kawalerii Antoni Długoborski, a następnie przez 11 lat (!) płk kawalerii Romuald Niementowski – zastąpiony trzy dni przed agresją Niemiec na Polskę przez ppłk. kawalerii Józefa Mularczyka. Również zastępców dowódcy pułku w całej II RP naliczyłem raptem tylko czterech.

Wołkowyscy strzelcy konni – „Do rozróby zawsze skłonni...”

3. Pułk Strzelców Konnych im. Hetmana Stefana Czarnieckiego stacjonował w kresowym Wołkowysku i podlegał Suwalskiej Brygadzie Kawalerii (komu to przeszkadzało, że Suwałki i Wołkowysk były w jednym państwie?).

Śpiewali taką oto żurawiejkę: „Kto ostrogą, szablą błyska – To są strzelcy z Wołkowyska”. Malewski zilustrował 3. PSK, nawiązując właśnie do tej żurawiejki, „spieszonym ułanem” ze świecącymi ostrogami, z wielką szablą, kroczącym zamaszystym krokiem, z zaciśniętą pięścią, na zielonej równinie w pełnym słońcu.„Wołkowyscy” żurawiejki mieli świetne. Jedna z nich pokazywała prawdziwą dumę z pułku – cóż z tego, że w niewybrednych słowach: „A kto Pułku nie szanuje – Niech nas w dupę pocałuje”. Zdaje się, że strzelcy z 3. PSK byli dzielni nie tylko na polu bitwy. Świadczy o tym następująca żurawiejka: „Do rozróby zawsze skłonni – Wołkowyscy strzelcy konni. / Lance do boju, szable w dłoń – Bolszewika goń, goń, goń!”. Ale, jak to bywało, czy to u ułanów, czy u szwoleżerów, czy również u strzelców, były też żurawiejki autoironiczne: „Słabi w szabli, mocni w pysku – To są strzelcy w Wołkowysku”. Tę ostatnią żurawiejkę przytaczam z historycznego obowiązku, bo w jej prawdziwość kompletnie nie wierzę. Akurat bowiem 3. PSK słynął z legendarnego wręcz wyszkolenia. To właśnie do ich wysokiego poziomu przygotowania do służby odnosiło się wypowiadane z najwyższym uznaniem: „Tyle zysku, co w Wołkowysku”.

Proporzec kresowych strzelców był trójbarwny: duży pas szmaragdowy na górze, duży amarantowy na dole, przedzielone wąskim żółtym. Nieformalne odznaki pułku zawierały daty pokazujące historyczną ciągłość jednostki: „1815–1919”, czyli kontynuacja wojsk Królestwa Kongresowego i walk o niepodległą (Drugą) Rzeczpospolitą.

27 kwietnia przypadało święto pułku, upamiętniające połączenie się w 1922 r. różnych szwadronów w Białymstoku, co zakończyło fazę tworzenia 3. PSK. Patron pułku hetman polny koronny Stefan Czarniecki powtarzał słowa, które stały się symbolem ofiarnego patriotyzmu: „Jam nie z soli, ani z roli, jeno z tego, co mnie boli”. Swoją pozycję wielki dowódca pochodzący z kresowej Czarncy zawdzięczał bowiem nie solnym żupom ani nie wielkim ziemskim włościom, lecz wojskowej służbie ojczyźnie.

Polski Wrzesień dla 3. PSK oznaczał boje w składzie Suwalskiej Brygady Kawalerii będącej częścią Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew”. Po wymuszonych przebiegiem wojny polsko-niemieckiej przegrupowaniach walczył w świeżo utworzonej Dywizji Kawalerii „Zaza”. Szlak bojowy wiódł w ostatniej dekadzie września 1939 r. przez Kalinkowicze i potyczki nad Wieprzem, w składzie SGO „Polesie” dzielnie bili się też w legendarnej bitwie pod Kockiem. Ostatnią bitwę 3. PSK stoczył wtedy, gdy olbrzymia większość polskich żołnierzy poszła do niewoli, musiała skapitulować, przedzierała się do sąsiadów na południe lub zginęła – 6 października w Kalinowym Dole.

Historia tego pułku jest jak z filmu. Jego pierwszym dowódcą był płk Władysław Tomaszewicz, polski patriota, oficer armii carskiej. Słynął z tego, że dowodził w boju, siedząc lub stojąc w powozie. Szwadrony, z których połączenia powstał 3. PSK, zajmowały Wilno pod wodzą legendarnego ppłk. Władysława Beliny-Prażmowskiego, prowadziły operację nad Niemnem i zajmowały polską Lidę (dziś znajduje się ona na terytorium Białorusi – byłem tam i zawsze będę pamiętał śpiewną mowę tamtejszych rodaków).

„Huzarzy Śmierci” na polskich Kresach

Inny szwadron walczył o polski Wołyń z Ukraińcami. A potem kontynuował kresowe bitwy pod Sarnami, nad Styrem i Stochodem. Kolejna jednostka, która współtworzyła później 3. PSK, to dywizjon o jakże groźnej, choć prawdziwej nazwie „Huzarów Śmierci”. Powstał w Białymstoku i składał się z ochotników. Był też wreszcie inny szwadron, sformowany w Tarnowie, który też zaliczył kresowy szlak wojenny, walcząc pod Kamieńcem Litewskim i Wołkowyskiem. Charakterystyczne, że szwadrony te formowano w Małopolsce lub w Kujawsko-Pomorskiem, a i tak biły się na Kresach. Powstawały dzięki odwadze oficerów i żołnierzy oraz dzięki ofiarności ziemian – np. Konstantego Morzyckiego spod Włocławka. 

Jak tu zakończyć tę narrację o obrońcach Ojczyzny? Może rozkazem gen. Franciszka Kleeberga skierowywanym m.in. do wołkowyskich strzelców: „Dziękuję Wam za Wasze męstwo i Waszą karność. Wiem, że staniecie, gdy będzie potrzeba. Jeszcze Polska nie zginęła i nie zginie!”.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane