Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
05.03.2016 09:43

Polak w Waszyngtonie

Piszę te słowa tuż po nocnej debacie czterech kandydatów Republikanów na prezydenta USA. Oglądałem ją w gronie ok. 2 tys.

Piszę te słowa tuż po nocnej debacie czterech kandydatów Republikanów na prezydenta USA. Oglądałem ją w gronie ok. 2 tys. (!) Amerykanów w sali hotelu Gaylord w Waszyngtonie, gdzie co roku odbywa się CPAC, czyli konferencja amerykańskiej prawicy. Ci ludzie też chcą „dobrej zmiany” – jak my. A w debacie sporo miejsca zajęła imigracja – również jak u nas. Widać, że to globalny problem. Instytucja prawyborów – w USA to oczywistość – ma swoje plusy i minusy. Plus to włączenie do decyzji politycznych setek tysięcy ludzi, także młodych i bardzo młodych. Minus to wzajemne ataki kandydatów, choć kilka tygodni później jeden z nich stanie naprzeciw kandydata na prezydenta z innej opcji. Tutejsza kampania jest najdroższa na świecie i jedna z najbrutalniejszych. Ted Cruz zarzucający swemu partyjnemu koledze Donaldowi Trumpowi „korupcję polityczną” to obrazek jeden z tysiąca. Rzecz w tym, że niedługo ten pierwszy może być oficjalnym kandydatem na wiceprezydenta przy boku tego drugiego. W amerykańskiej, pragmatycznej polityce urazów nie chowa się długo. Co ma powiedzieć polski konserwatysta? Sercem jestem za Cruzem, choć rozsądek podpowiada inny scenariusz.

 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE