Początek końca
Dzień, w którym Nowoczesna Petru przeskoczyła sondażowo zamierającą Platformę i w dodatku nastąpiło to w strefie stanów średnich, oznacza początek nowej epoki.
Znakomita część platformersów przepłynie zapewne do nowej formacji liberalnej, ale co z resztą? Co z tymi, którzy postawili na lewicę? Będą czekać na nowe wybory? A co z niedobitkami konserwatystów? Czy po wszystkich zaszłościach zakołaczą do drzwi PiS? Można powiedzieć: nie nasz kłopot.
Nie sądzę zresztą, żeby Petru, postrzegany jako człowiek banków i „układu zewnętrznego”, zdołał odbudować dawny elektorat PO. Kiedy minie „efekt świeżości”, pozostanie zapewne w środku pola, nie przekraczając 15–25 proc.
Najbliższy czas należy bezapelacyjnie do PiS. Powyborcza zwyżka w sondażach wskazuje, że Zjednoczona Prawica nie osiągnęła jeszcze kresu swoich możliwości. Polska budzi się. Wielu stojących dotąd z boku zauważa, że „dobra zmiana” jest naprawdę możliwa, że po zwycięstwie nowa władza nie zamierza osiadać na laurach, ale ruszyła z impetem realizować obietnice, te ogłaszane wcześniej, ale również te oczekiwane. Świat nie zawalił się od „moherowej wygranej” – Duda i Szydło traktowani są wśród wielkich tego świata nie tylko z atencją, ale również jako ci, z którymi należy się liczyć, których nie zyska się tylko poklepywaniem po plecach i dosypywaniem forsy. Nikt nie zatrzasnął drzwi NATO przed Macierewiczem, Steinmeier musiał schlebiać Waszczykowskiemu. Głos Polski rozbrzmiewa donioślej i suwerenniej niż wcześniej. Odbudowujemy Wyszehrad. Podjęliśmy grę z Chinami.
Co jeszcze ważniejsze, krajowy impet, mimo skowytów Czerskiej i Wiertniczej, jest przyjmowany z nadzieją – ludzie nie wyjdą masowo na ulicę w obronie sędziów Trybunału i w ogóle wymiaru sprawiedliwości, nie zaprotestują przeciwko wietrzeniu mediów.
A Kaczyński zna Macchiavellego, wie, że trzeba mocno uderzyć na początek, a potem można lekko odpuszczać, nigdy odwrotnie. Ważne, żeby ludzie zrozumieli, że uzdrowienie Polski wymaga, aby dwa układy – nazwijmy je krwionośny i nerwowy, czyli sądy i media – były drożne i zrównoważone. Bo bez tego nie ma mowy o realnej poprawie czegokolwiek.
Sądzę, że wielu moich współobywateli, jeśli nawet nie do końca rozumie sprawy w szczegółach, to czuje kierunek intuicyjnie, kibicując drużynie Polski patriotycznej.
I w tym pokładam moją największą nadzieję!