Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jan Pospieszalski,
06.11.2015 22:00

Opowieść wolnych ludzi

Na jednym ze spotkań z młodzieżą, chcąc pokazać, jak język buduje wyobraźnię moralną i pamięć zbiorową, przywołałem wydarzenia z historii najnowszej, w których zadbano, by nazwa odzwierciedlała istotę

Na jednym ze spotkań z młodzieżą, chcąc pokazać, jak język buduje wyobraźnię moralną i pamięć zbiorową, przywołałem wydarzenia z historii najnowszej, w których zadbano, by nazwa odzwierciedlała istotę, oraz te, gdzie eufemizmem tuszuje się historyczną prawdę. Zapytałem, kto wie, co kryje się pod nazwą: Poznański Czerwiec. Cisza. Ale gdy zadałem pytanie o zbrodnię w Jedwabnem, większość wiedziała. Potem spytałem o pogrom kielecki. Tu także wielu odpowiedziało prawidłowo. A wydarzenia grudniowe? Sądziłem, że tym razem, podobnie jak w przypadku Poznańskiego Czerwca, termin ten nic słuchaczom nie powie. Tymczasem dziewczyna siedząca w pierwszym rządzie krzyknęła: „Wiem! Czarny czwartek!”. Otóż ona i wielu jej rówieśników o masakrze w Grudniu ’70 na Wybrzeżu dowiedziało się z filmu Antoniego Krauzego. Nikt wcześniej jej o tym nie opowiedział. Pokolenie dzisiejszych dwudziesto-, trzydziestolatków, jeżeli w domu nie usłyszało o zbrodniach komunistów, w szkole raczej nie miało na to szans. To kolejny przykład wielkiej roli, jaką odgrywa kultura masowa w kształtowniu tożsamości i pamięci zbiorowej. Świat nieprzedstawiony w tym języku, w parktyce nie istnieje. Dziś, gdy obóz patriotyczny obejmuje władzę, możliwe staje się to, co w ćwierćwieczu III RP było niewykonalne. Wspólnota bezkarności ufundowana na strachu i amnezji utraciła wreszcie narzędzia kształtowania polityki historycznej i kulturalnej. W najnowszym tygodniku „Do Rzeczy” Krzysztof Kłopotowski postuluje, by polityka kulturalna Prawa i Sprawiedliwości odniosła się do „pedagogiki wstydu”, którą środowisko „Gazety Wyborczej” tresowało Polaków. Skoro słyszeliśmy, że mamy czuć się odpowiedzialni za zbrodnie popełnione przez naszych rodaków na Żydach w latach II wojny, to potomkowie żydokomuny powinni odpowiedzić za zbrodnie swoich ojców i dziadków dokonane na Polakach. Teraz jest czas, by stworzyć dzieła, które opowiedzą o terrorze realizowanym nie przez jakiś anonimowy system, lecz przez konkretnych ludzi. Przez dziadków i ojców dzisiejszych „autorytetów”. Należy stworzyć filmy o ich działaniach na sowieckie zlecenie wbrew polskim interesom narodowym, o ubeckich zbrodniach, kłamstwie i zdradzie. Lecz także epickie, pełnometrażowe filmy, które z należnym rozmachem opowiedzą o bohaterach. O Pileckim, rodzinie Ulmów, Irenie Sendlerowej, Stelli Zylbersztein, Maksymilianie Kolbe i wielu innych. Tym, co paradoksalnie może okazać się najważniejszą przeszkodą, jest przyswojony w III RP brak wiary w sukces – odruch, że się nie uda. Nareszcie tracą moc argumenty, że nie można nakręcić ważnych filmów, bo PISF nie da dotacji. Że postkomuniści, do spółki z Platformą, nie dadzą zgody na lokalizację Muzeum Historii Polski w centrum stolicy, więc trzeba brać, co dają – czyli cytadelę. Podobnych „nie można” słyszeliśmy wiele. Od dziś już można. Ale czy pokolenie ludzi, którzy przekroczyli 50-tkę, mając głęboko zinterioryzowane doświadczenie niemożności, będzie teraz w stanie przeprowadzić najważniejsze projekty?

W jednym z filmów Ewy Stankiewicz bohater Solidarności Walczącej, Andrzej Myc, mówi:

„Myśmy walczyli o to, o czym inni bali się pomyśleć (...). Tyle wolności jesteśmy w stanie wywalczyć, ile zdołamy jej sobie wyobrazić. Wolność powstaje w głowie!”.


Przyszedł czas na odwagę wyobraźni. Ten czas jest nam dany. Bóg jedyny wie, jak długo będą trwały sprzyjające okoliczności.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej