Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Igor Szczęsnowicz,
31.03.2015 08:49

Prokuratura wojskowa atakuje

Wróćmy jeszcze na chwilę do piątkowej konferencji prasowej funkcjonariuszy Naczelnej Prokuratury Wojskowej w rangach pułkowników. Przedstawili wersję smoleńskich zdarzeń z 10 kwietnia 2010 r.

Wróćmy jeszcze na chwilę do piątkowej konferencji prasowej funkcjonariuszy Naczelnej Prokuratury Wojskowej w rangach pułkowników. Przedstawili wersję smoleńskich zdarzeń z 10 kwietnia 2010 r. Oto, co się stało w Smoleńsku w wersji dla lemingów.

Piloci bez wymaganych uprawnień lecieli sobie samolotem Tu-154M z prezydentem RP i innymi VIP-ami na pokładzie. Dolecieli jakoś nad Smoleńsk, gdzie panowała gęsta mgła. Mimo że zarówno wykonujący instrukcje przełożonych rosyjscy kontrolerzy, jak i ich koledzy z jaka-40, który wylądował przed nimi, odradzali im lądowanie, piloci zdecydowali się wykonać ten zabójczy manewr. Nie zważali na to, że system TAWS samolotu piszczy i ostrzega przed rychłym zderzeniem, z prędkością 300 km/h skosili jedną brzozę, a druga, z którą się zderzyli 6 m nad ziemią, urwała samolotowi kawałek skrzydła. Maszyna zdołała potem w jakiś niewytłumaczalny sposób się obrócić (przypominam, było to według tej wersji 6 m nad ziemią, a rozpiętość skrzydeł samolotu to 37,55 m) i stanęła w płomieniach. Uderzyła o ziemię i rozbiła się na 60 tys. kawałków, zabijając 96 osób. Panowie pułkownicy, gen. Anodina jest z Was dumna!

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane