Prokuratura wojskowa atakuje
Wróćmy jeszcze na chwilę do piątkowej konferencji prasowej funkcjonariuszy Naczelnej Prokuratury Wojskowej w rangach pułkowników. Przedstawili wersję smoleńskich zdarzeń z 10 kwietnia 2010 r.
Piloci bez wymaganych uprawnień lecieli sobie samolotem Tu-154M z prezydentem RP i innymi VIP-ami na pokładzie. Dolecieli jakoś nad Smoleńsk, gdzie panowała gęsta mgła. Mimo że zarówno wykonujący instrukcje przełożonych rosyjscy kontrolerzy, jak i ich koledzy z jaka-40, który wylądował przed nimi, odradzali im lądowanie, piloci zdecydowali się wykonać ten zabójczy manewr. Nie zważali na to, że system TAWS samolotu piszczy i ostrzega przed rychłym zderzeniem, z prędkością 300 km/h skosili jedną brzozę, a druga, z którą się zderzyli 6 m nad ziemią, urwała samolotowi kawałek skrzydła. Maszyna zdołała potem w jakiś niewytłumaczalny sposób się obrócić (przypominam, było to według tej wersji 6 m nad ziemią, a rozpiętość skrzydeł samolotu to 37,55 m) i stanęła w płomieniach. Uderzyła o ziemię i rozbiła się na 60 tys. kawałków, zabijając 96 osób. Panowie pułkownicy, gen. Anodina jest z Was dumna!