Pójdźmy w obronie prawdy
Liczę, że spotkam na marszu kolegów-muzykantów, powściągliwych duchownych, stroniących od polityki artystów. Tyle mówiliście o wolności, prawach człowieka, niezależności i odwadze myślenia.
13 grudnia wybieram się na marsz w obronie demokracji. Liczę na to, że spotkam tam znajomych – muzyków, dziennikarzy, artystów, nauczycieli, rockendrolowców, kapłanów, aktorów... również tych, którzy zachowują rezerwę wobec partii Jarosława Kaczyńskiego. Choć protest organizowany jest przez konkretną partię polityczną, przez PiS, powód demonstracji bynajmniej nie jest partyjny. To najbardziej elementarna troska o stan państwa, prawa obywateli, wolność. To wartości przekraczające partyjne i światopoglądowe podziały. Protest przeciw wyborczym fałszerstwom (bez względu na to, czy robią to lokalni krętacze z komisji obwodowych, czy megafałszerze na najwyższych szczeblach wyborczej procedury) jest obowiązkiem każdego Polaka, a dziennikarza w szczególności. Równie przerażająca jak deformacja wyników wyborów jest reakcja establishmentu. Znamienne, że wielu dziennikarzy (mediów, na co dzień uprawiających prorządową propagandę) początkowo też kwestionowało wiarygodność wyników ogłaszanych przez PKW. Niestety, tylko do czasu. Od momentu, gdy rządzący postawili znak równości: podważasz wiarygodność wyborów – jesteś z PiS, wszyscy położyli uszy po sobie. Dziś w Polsce, jak widać, łatwiej jest uwiarygadniać wyborczy przekręt, niż być posądzonym, że mówi się głosem Jarosława Kaczyńskiego. Tym bardziej zachęcam nieprzekonanych do wspólnego demonstrowania i będę do znudzenia powtarzał: walka o uczciwość procedur demokratycznych nie jest postulatem jakiejś partii politycznej. Jest powinnością każdego obywatela, który chce żyć w demokratycznym kraju.
Koledzy muzykanci, powściągliwi duchowni, stroniący od polityki artyści – przecież zawsze mówiliście o wolności, o prawach człowieka, o niezależności i odwadze myślenia. Jak długo będziecie przyglądać się z boku niszczeniu debaty publicznej, osuwaniu się demokracji w kierunku białoruskich standardów? Do wyborczego skandalu, kilka dni temu posłowie koalicji dopisali symboliczną pointę. Odrzucając w sejmie projekt zmian w Kodeksie wyborczym, pokazali, że ich partyjne zacietrzewienie przekroczyło wszelkie granice. Pewnie ten projekt można by napisać lepiej, nad niektórymi zapisami jeszcze popracować, coś poprawić. Jednak nie było nawet dyskusji. Całość wrzucono do kosza, bo to wniosek zgłoszony przez PiS.
Wybór daty marszu uważam za absolutnie uzasadniony. Ci, którzy teraz najgłośniej krzyczą o zawłaszczaniu rocznicy stanu wojennego, sami uwiarygadniali jego twórców, plugawiąc pamięć ofiar. Dlatego 13 grudnia będę protestował nie tylko przeciw fałszowaniu wyborów, lecz także przeciw fałszowaniu historii. Przedstawiciele obecnej władzy – a prezydent Komorowski w szczególności – przyłożyli do tego rękę, organizując choćby państwowe uroczystości pogrzebowe komunistycznego zbrodniarza Jaruzelskiego. Za kłamstwem historycznym opowiada się też prezydent Warszawy, Gronkiewicz-Waltz, pozostawiając w mieście pamiątkę bolszewickiej okupacji, tzw. pomnik Braterstwa broni, czyli „czterech śpiących”. Ale wyborczy przekręt i rosyjski komunizm najwyraźniej dopełniają się w biografiach byłych członków PKW. Niestety, z każdym dniem narasta we mnie przeświadczenie, że to zbieżność nie tylko symboliczna, ale i zupełnie realna.