Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Tadeusz Płużański,
18.04.2014 15:35

„Nieznani sprawcy” – mordercy księży

Dziś obchodzimy Wielki Piątek, dzień Męki Pańskiej. Adorujemy Jego Krzyż, na którym oddał za nas swoje życie.

Dziś obchodzimy Wielki Piątek, dzień Męki Pańskiej. Adorujemy Jego Krzyż, na którym oddał za nas swoje życie. W ten dzień pamiętajmy też o polskich księżach – męczennikach, którzy idąc drogą Chrystusa, zostali w latach 80. zamordowani przez komunistyczną bezpiekę.

Cała demokratyczna Polska, lud postępowy miast i wsi znów potępił ks. Stanisława Małkowskiego, tym razem za odprawienie egzorcyzmów przed Pałacem Prezydenckim. Protestowano też przeciwko mieszaniu się przedstawiciela reakcyjnego kleru w sprawy homotęczy na pl. Zbawiciela. Ksiądz Małkowski, bliski współpracownik i przyjaciel ks. Jerzego Popiełuszki, z podobnymi szykanami spotykał się już w PRL‑u. Ksiądz Stanisław miał podzielić los księdza Jerzego, kapelana Solidarności, zamordowanego przez bezpiekę 19 października 1984 r., obecnie błogosławionego Kościoła katolickiego. A także innych księży – Stefana Niedzielaka i Stanisława Suchowolca, którzy zginęli w styczniu 1989 r., czyli na kilka miesięcy przed obradami Okrągłego Stołu. Ks. Sylwester Zych stracił życie miesiąc po czerwcowych wyborach do kontraktowego Sejmu. Wszyscy to niestrudzeni bojownicy o pamięć i prawdę. Wszyscy zginęli z rąk „nieznanych sprawców”. Mimo upływu ćwierć wieku od tych morderstw organom ścigania III RP nie udało się odnaleźć ani wykonawców tych mordów, ani tym bardziej ich mocodawców.

Przywódcy dyktatury

Nie sposób nie łączyć śmierci kapłanów z osobami, które pod koniec lat 80. kierowały komunistycznym państwem, przede wszystkim z dwoma generałami – Kiszczakiem i Jaruzelskim. Przynajmniej musieli o tych sprawach wiedzieć. Ale z generałami mamy problem. Właściwie nie my, tylko wymiar sprawiedliwości III RP. Wszystkie próby ich osądzenia we wszystkich wytoczonych procesach nie przyniosły rezultatu. Kiszczak ostatecznie został uniewinniony w sprawie o przyczynienie się do śmierci 9 górników z kopalni „Wujek” w 1981 r. Proces Jaruzelskiego w sprawie Grudnia’70 odroczono z powodu śmierci ławnika, a w procesie o wprowadzenie stanu wojennego generał jest tak chory, że nie może uczestniczyć w rozprawach. Znajduje jednak czas, aby razem z Moniką Olejnik stawiać kropkę nad i, obchodzić hucznie swoje 90. urodziny w warszawskim hotelu Hyatt (podczas jubla przemawiał przez 40 minut; gdyby choć tyle swojego cennego czasu poświęcił na zeznania w sądzie!).

Kapelan AK i WiN‑u

Przypomnijmy postaci ofiar – niezłomnych księży. Ks. Stefan Niedzielak – najstarszy z trójki kapłanów – już w czasie niemieckiej okupacji włączył się w walkę o Polskę. Pracę duszpa-sterską prowadził na terenie łódzkiego okręgu AK, kapelan Armii Krajowej w czasie Powstania Warszawskiego. Jako współpracownik Delegatury Rządu na Kraj wcześniej poznał raport Czerwonego Krzyża w sprawie mordu katyńskiego i tą wiedzą dzielił się potem z wiernymi.

Po zakończeniu II wojny światowej ks. Niedzielak nie miał żadnych złudzeń co do zamiarów Sowietów w stosunku do Polski. Dalsze jego działania były konsekwencją obranej wcześniej drogi. Ks. Niedzielak został kapelanem WiN‑u, organizacji, która do dziś jest opluwana przez „postępową” lewicę.

W latach 80., pamiętając o zbrodniach sowieckiego totalitaryzmu, razem z Wojciechem Ziembińskim i przyjaciółmi stworzył dzieło swojego życia – Sanktuarium Poległych i Pomordowanych na Wschodzie na warszawskich Powązkach. Te wszystkie fakty wpłynęły na wydanie na księdza przez komunistów wyroku śmierci. Morderstwo miało też aktualny wymiar polityczny. W tym samym dniu (20 stycznia 1989 r.) obradowała w Gdańsku Krajowa Komisja Wykonawcza NSZZ „Solidarność”, za kilka dni miało się odbyć spotkanie w Magdalence przygotowujące Okrągły Stół. Opinię publiczną trzeba było zastraszyć.

„Zdechniesz jak Popiełuszko”

Dziewięć dni później zginął ks. Stanisław Suchowolec, kapelan podlaskiej Solidarności. Początkowo był wikarym w Suchowoli, rodzinnej miejscowości ks. Jerzego Popiełuszki. Mimo różnicy wieku (ks. Jerzy był starszy od niego o 11 lat) zaprzyjaźnili się. Dla „nieznanych sprawców” ten fakt miał niebagatelne znaczenie. Miesiąc po mszy w suchowolskim kościele, którą odprawiał ksiądz Suchowolec, a homilię głosił ks. Popiełuszko, ten ostatni został zamordowany. Był rok 1984. Stanisławowi Suchowolcowi dane było żyć jeszcze przez niecałe 6 lat.

Na msze za ojczyznę do Suchowoli – podobnie jak do kościoła św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu – zaczęły ściągać tłumy wiernych. Dwa lata później ks. Suchowolec przeniósł się do Białegostoku do parafii w dzielnicy Dojlidy. SB jednak czuwała. Mimo powtarzających się coraz częściej gróźb („zdechniesz jak Popiełuszko”) nie zrezygnował z działalności patriotycznej – nadal, z jeszcze większym zaangażowaniem odprawiał msze za ojczyznę. Chciał kontynuować dzieło ks. Jerzego i kultywować pamięć o zamordowanym kapelanie Solidarności.

Kres przyszedł pod koniec stycznia 1989 r. Oficjalnym powodem śmierci Stanisława Suchowolca było... zatrucie się tlenkiem węgla, które miało być spowodowane pożarem wywołanym awarią termowentylatora. Prokurator PRL-owski stwierdził, że był to nieszczęśliwy wypadek. Tyle że owego tragicznego dnia w mieszkaniu ks. Suchowolca był widziany krótko ostrzyżony nieznajomy mężczyzna w wieku ok. 40 lat. Rysopis napastnika został dokładnie odtworzony. Mimo to – podobnie jak w wypadku ks. Niedzielaka – do dziś sprawcy mordu pozostają poza zasięgiem wymiaru sprawiedliwości III RP.

Po „przełomie”

Wydawałoby się, że po podpisaniu umów Okrągłego Stołu terror – tak jak jego strażniczka PZPR – przejdzie do historycznego lamusa. Tymczasem gdy świętowaliśmy jeszcze zwycięstwo w czerwcowych wyborach do Sejmu, doszło do kolejnej zbrodni politycznej. Ofiarą znowu padł ksiądz. Sylwester Zych w chwili śmierci miał 39 lat. Dla niego rok 1989 też okazał się „przełomem”.

Kilka lat wcześniej, w 1982 r. ks. Zych udzielił pomocy młodym ludziom, którzy nie pogodzili się z wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego. Ludowa władza oczywiście wykorzystała sytuację – wreszcie miała haka na niepokornego kapłana. Z księdza zrobiono terrorystę i przywódcę związku zbrojnego, a po wyroku wsadzono na prawie pięć lat do więzienia. Sylwester Zych długo wolnością się nie nacieszył. „Nieznani sprawcy” co jakiś czas dawali mu do zrozumienia, że wkrótce umrze. 11 lipca 1989 r. ich groźby się spełniły.

Tadeusz Płużański, pisarz, publicysta, szef działu opinie „Super Expressu”, autor książek o nierozliczonych zbrodniach komunistycznych: „Bestie”, „Bestie 2” i „Oprawcy. Zbrodnie bez kary”, prezes Fundacji „Łączka”

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane