Koń, co już nie kopie
Roman Giertych, faszysta i sadysta. Mówiąc »faszysta«, nie mam na myśli przywiązania do konkretnej ideologii, ale pewien typ struktury psychicznej.
Dziś mecenas Giertych reprezentuje Radosława Sikorskiego, który wytoczył „Faktowi” sprawę za antysemickie wpisy internautów. Wcześniej Adam Michnik napisał, że „składa pokłon” narodowcom, którzy pokazują się pod pomnikiem Dmowskiego z Komorowskim. Prorosyjski Giertych, który nazwie Jarosława Kaczyńskiego świrem za słowa o Smoleńsku, może sobie być faszystą, bo to nasz faszysta. Jak Lenin zalecał komunistom wykorzystywanie narodowych waśni, tak samo robi postkomunistyczny establishment. Z obroną Żydów nie ma to nic wspólnego. Zainfekowanie obozu niepodległościowego antysemickimi bzdurami jest establishmentowi na rękę, bo pomniejsza jego duchową wartość. Dla polskich i żydowskich patriotów wniosek taki, że warto rozmawiać bez pośrednictwa establishmentowych mediów. Ze świadomością istnienia odmiennych stanowisk, negatywnych stereotypów, ale i długiej tradycji współpracy oraz wspólnych interesów.